czwartek, 31 października 2013

6. part II: Randka

16 komentarzy:
Dla Sophie. 
Masz ten Twój cudzysłów! 


Wchodzę do środka restauracji zupełnie nie spodziewając się takiego widoku, jaki tu napotkałm. Moje założenia były zupełnie inne, no może pare rzeczy się zgadzało. Pierwszym co rzuca mi się w oczy jest fakt, że pomieszczenie jest całkiem puste, ani jednej żywej duszy nie licząc mnie, Nialla i kilkorga pracowników lokalu. Kolejną istotną rzeczą jest wystrój restauracji. Góróje w nim kolor czerwony, co zapewne ma symbolizować róże, gdyż właśnie takiego koloru użyto na zasłony, obicia kanap, obrusy i gdzieniegdzie małe dywaniki. Poza tym na stoliku, w długim wazonie, wdzięcznie prezentuje się wysoka, krwistoczerwona róża, więc nietrudno jest się domyslić, iż własnie te kwiaty są 'głównym tematem' wystroju. Na niektórych stolikach oraz na barze porozrzucane są czerwone płatki kwiata, które uwalniają miły zapach. Przynajmniej dla mnie, bo róże to moje ulubione kwiaty, tak samo jak ich woń jest moim ulubionym zapachem.
Niall proponuje, że weźmie mój płaszczyk, więc wyciągając z kieszeni komórkę, oddaję mu nakrycie. Horan znika na chwilę w szatni, więc szybko wyciągam małe lusterko i poprawiam włosy. Dwójka pracownic chichocze cicho. Może dlatego, że cała ta randka z Niallem wygląda na razie jak z typowego FanFiction, napisanego przez jakąś chorą fankę, co nie zmienia faktu, że ich chichoty są nietaktowne. Pozostaje też opcja, że mi zazdroszczą, w końcu nie każdy ma okazję umawiać się z takim chłopakiem jakim jest Niall, nie mówię tylko o samym wyglądzie, choć trzeba przyznać, że niczego mu nie brakuje. Niall sam w sobie jest wyjątkowy. Chłopak, który potrafi się postawić, walczyć w obronie słabyszych, być liderem każdej grupy, jest jednocześnie wrażliwy, czuły i zabawny. Niall Horan jest przykładem idealnego człowieka. No okej, nie istnieje człowiek idealny, może z wyjątkiem Justina Biebera. 
Wrócił Niall. Usmiecha się do mnie, trochę nerwowo, ale nadal uroczo i siada naprzeciw. Prosi kelnera, który po chwili pojawia się obok z kartą dań. Zamawiam prostą sałatkę z kurczakiem, ponieważ nie chcę się zbytnio objadać. I tak cały czas czuję coś dziwnego w żołądku, więc nie chcę tego potęgować. Minęło trochę czasu, rozmawiamy o wszystkim, nawet o wynikach ostatniego meczu rozegranego pomiędzy Shamrock Rovers, ulubionego klubu piłkarskiego Nialla a Derby County i wreszcie dostajemy zamówione jedzenie. Kończę jejść i czuję, że muszę natychmiast iść do toalety.
- "Wybacz, Niall - mówię i odsuwam krzesło. - Idę się zainstalować.
- Co zrobić? - pyta zdezorientowany.
- Noo, muszę włożyć tampon - jego uszy robią się czerwone, więc szybko odchodzę. Zostawiam go, żeby przyswoił sobie to co powiedziałam."
Wracam po pięciu minutach, siadam i uśmiecham się do chłopaka. Nadal jest czerwony. I tak mija około półgodziny, a my zaczynamy grać w znajomą grę, w której na zmianę mówimy coś, co dotyczy nas samych, a druga osoba musi zgadnąć, czy jest to prawda, czy fałsz, jeśli nie zgadnie - pije kieliszek wódki. Zamawiamy owy trunek i blondyn rozlewa go do naszych kieliszków. Gra zaczyna się ode mnie, bo Horan twierdzi, że mam pierszeństwo. Na sam początek postanawiam skłamać, więc na szybko próbuję coś wymyślić, ale na myśl przychodzi mi tylko jedno: 
- Jestem adoptowana - wyrzucam z siebie i uśmiecham się, czekając na jego odzew. Może i to jest banalne, ale na trzeźwo nic innego nie przychodzi mi do głowy. 
Po głębokim zastanowieniu się Niall w końcu odpowiada: 
- Fałsz. 
A niech to. Zgadł. 
- Masz rację, fałsz. 
- Pijesz, moja droga - rzuca i podstawia mi pod nos kieliszek, minęło trochę czasu kiedy ostatni raz miałam alkohol w ustach, gdyż moi rodzice bardzo mnie pilnuja pod tym względem. Chwała Bogu, że ich tu nie ma. Jednym haustem wypijam kieliszek trunku, w gardle czuję lekkie pieczenie, więc szybko popijam wódkę sokiem jabłkowym. 
- Twoja kolej - odkładam kieliszek na stół. 
- Skakałem ze spadochronem, całkiem nagi, bo byłem pijany.  
Śmieję się krótko, wcale nie byłabym zdziwiona, gdyby okazało się, że to prawda, ale postanawiam odpowiedzieć inaczej. 
- Fałsz. 
- Zgadza się. 
- Hahahahaha pijesz! - krzyczę, nie wiem co sprawia mi tyle radości, być może samo przebywanie w towarzystwie blondyna, a może moja słaba głowa daje o sobie znać, wypite wino i kieliszek wódki po długiej przerwie od picia robią swoje. Tak więc Niall wypija kieliszek wódki. Moja kolej. 
- Straciłam dziewictwo z kolesiem w średnim wieku. 
- Fałsz. 
Znowu piję kieliszek trunku, który po chwili zostawia po sobie palące uczucie w przełyku. 
- Uprawiałem seks z dziewczyną kolegi. 
- Fałsz. 
- Mylisz się, skarbie, Pijesz. 
- Naprawdę? Zrobiłeś to z laską kumpla? - niedowierzanie w moim głosie jest ogromne. To co usłyszałam z jego ust złamało mój idealny wizerunek Nialla. 
- Byłem głupi, ale tak, zrobiłem to z jego dziewczyną - chłopak opuszcza głowę. Wnioskuję, że tego żałuje. I słusznie.
Kilkanaście stwierdzeń dalej i kilkanaście wypitych kieliszków później, do głowy przychodzą nam najprzeróżniejsze pomysły, o seksie, rodzinie, zwierzętach, wszystkim, nawet brudnej bieliźnie Louisa. Nadmierna ilość alkoholu sprawia, że mówię coś, czego będę żałować do końca życia, a przynajmniej do czasu, kiedy tego nie naprostuję. 
- Bardzo lubię Nialla Horana i chciałabym go pocałować. 
Bez chwili wahania chłopak odpowiada 'Prawda', więc żeby zrobić mu na złość okłamuję go i każę wypić kieliszek wódki. W końcu dociera do mnie co zrobiłam, niestety opuszczamy już restaurację. Droga powrotna mija nam w ciszy. Okropnej, krępującej ciszy. Alkohol jakby w jednej chwilii odparował z mojego organizmu, a ja czuję się całkiem trzeźwo i na siłę próbuję wymyslić coś, by odkręcić to co powiedziałam podczas zabawy. Wychodzę z auta, bo właśnie Niall otwiera mi drzwi i powoli kieruję się w kierunku domu, rozpieprzyłam tak dobrze zapowiadający się wieczór! Muszę coś zrobić, nie chcę się teraz rozstawać, a potem unikać Horana przez resztę wakacji. Zbyt mocno mi na nim zależy. Dźwięk wiadomości z komórki Nialla wyrywa mnie z zamyślenia, więc szybko do niego podbiegam i zatrzymuję tuż przed wejściem na posesję blondyna. 
- Niall, może byśmy obejrzyli razem jakiś film, co? - pytam i nie dając mu czasu na odpowiedź, mówię dalej: - Samie i Dean już na pewno śpią, a ja jestem na tyle rozbudzona, że nie zasnę. Nie chcę ich budzić, a skoro oboje jesteśmy na nogach, to może wpadniemy do ciebie i obejrzymy z chłopakami coś ciekawego? - czekam w napięciu na jego odpowiedź, która pojawiła się już za chwilę. 
- Chłopaków nie ma w domu, Izma zaprosiła ich na domówkę, więc raczej nie obejrzą filmu - znowu ten skrzywdzony ton głosu, który w każdym człowieku rozbudziłby poczucie winy. 
- Och, więc chyba nic z tego - stwierdzam z przykrością i wycofuję się, bo czuję piekące łzy pod powiekami. - Więc do zobaczenia. 
- Co nie znaczy, że nie możemy sami obejrzeć filmu - zatrzymuję się i obracam w kierunku chłopaka. Usmiecha się w swój jedyny i niepowtarzalny sposób. - No dalej Roxanne, nie pozwól się dłużej namawiać. 
Śmieję się w głos. To jest ten Niall Horan, który w jednej chwili potrafi stać się zupełnie inną osobą. 

Siedzimy w mieszkaniu, w salonie, na kanapie, na DVD leci film, który widziałam już nie jeden raz i zawsze na nim płaczę. Film nosi tytuł 'The perks of being a wallflower'*. Niall siedzi obok, ale dalej niż zwykle. Między nami mogłaby usiąść jeszcze jedna osoba, a i tak zostałoby jeszcze wolne miejsce. Przesuwam się w stronę chłopaka, chcę być jak najbliżej niego. Film leci dalej, a ja rozmyślam nad pewną rzeczą i proszę Nialla o przyniesienie butelki soku i dwóch szklanek. Po chwili na stole stoją dwie napełnione szklanki i niepełny karton napoju. 
- Zagramy jeszcze raz w 'prawda czy fałsz'? - pytam i spoglądam na chłopaka. 
- Nie mam juz na to ochoty Roxanne, wystarczająco nagraliśmy się w restauracji -  wiem, że specjalnie nawiązuje do wydarzeń sprzed kilkudziesięciu minut, jednak niezrażona, proszę go dalej. 
- Zagrajmy chociaż raz, ja zacznę - łapię go za rękę i lekko potrząsam. - No dalej, Niall. Nie pozwól się dłużej namawiać - atakuję go jego własnymi słowami. Ostatecznie zgadza się, choć podejrzewam, że robi to tylko i wyłącznie dlatego, bym dała mu spokój. 
Specjalnie powtarzam słowa, które wypowiedziałam wcześniej w restauracji i czekam na jego odpowiedź. 
- Bardzo lubię Nialla Horana i chciałabym go pocałować - odwraca wzrok od telewizora i chyba jest trochę zaskoczony moją bliskością, teraz nikt nie zmieściłby się pomiędzy nami. 
- Fałsz - odpowiada z przekonaniem. Przesuwam się jeszcze bliżej Nialla, nasze ramiona teraz się stykają. Pochylam sie w jego stronę, chłopak robi to samo. 
- Prawda - odpowiadam, tym samym przeczę jego stwierdzeniu. - Niestety pijesz. 
Jego usta powoli dotykają moich. Delikatnie, jakby czekał na pozwolenie, które otrzymuje. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale muszę przyznać, że to jedna z najlepszych chwil w moim życiu. Całowałam się z innymi chłopakami, ale nigdy nie czułam się tak jak teraz, kiedy moje zimne wargi spotykają się z gorącymi ustami Nialla. Nie chcę przerywać tego pocałunku. Chcę, żeby trwał długo, dopóki dopadnie nas codzienność.  

*

Mija kilka dni odkąd ostatni raz widziałam się z Niallem, a było to w dniu naszej randki. Myślałam, że jeśli go nie przeproszę to wtedy będę musiała go unikać, ale nigdy nie wpadłabym na to, że nie będzie chciał mnie widzieć po naszym pocałunku. Z drugiej strony, sama też nie mam ochoty się z nim widywać. Nie wiem co on do mnie czuje, nie wiem nawet co ja czuję do niego. W każdym razie nie jestem pewna. 
Wstaję i idę do łazienki zmienić tampon. Miesiączka kolejny raz daje o sobie znać. Boli mnie brzuch, głowa, nic mi się nie chce. Aż do teraz leżałam w łóżku oglądając denne seriale. Są wakacje, a ja od kilku dni spędzam je nie wychodząc z domu, pomagając Sam, bo odkąd pogodziła się z ciocią Andy, ta kobieta bywa tu praktycznie codziennie, żeby wyręczać kuzynkę we wszystkim, bo jak twierdzi 'Sam nie może robić wszystkiego sama! Dean jej pomaga, a ty co, Roxanne! Weź się za siebie i do roboty!'. Nikogo natomiast nie obchodzi, że mam okres, i że w tym czasie nic mi sie nie chce. 
Wychodzę z łazienki i idę wzdłuż korytarza, potem skręcam w prawo do sypialni narzeczonych. Dean dzisiaj w pracy, a Sam mówiła, że idzie spać, ale nadszedł czas na pobudkę i zrobienie mi obiadu. Wchodzę cicho i uważam, żeby nie obudzić jej zbyt wcześnie, następnie siadam ostrożnie na łóżku i nachylam się nad uchem kuzynki. Cisza panująca w pokoju jest wręcz słyszalna. 
- Wstawać! - krzyczę. - Nie spać! Robić obiad! 
Samanta zrywa się z łóżka przerażona, a ja zalewam się śmiechem i nie mogę przestać. Doprowadzam ją do tego stanu, że zirytowana w końcu śmieje się ze mną, bo nie potrafi znaleźć odpowiednich słów, które dostatecznie by mnie uraziły. Już spokojne schodzimy razem do salonu, siadamy na sofie i rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Czuję, że znowu mogę jej wszystko powiedzieć. Ostatnio zauważyłam, że oddalamy się od siebie, niby przebywamy razem codziennie, ale już nie rozmawiamy tyle co kiedyś. Tak naprawdę nie jesteśmy już najlepszymi przyjaciółkami. Utraciłam tą cenną rzecz w momencie kiedy Sam opuściła Irlandię. 
Kuzynka zauważa moje przygnębienie. Może myśli, że to przez okres?, zastanawiam się. Szkoda tylko, że się mylę. Spogląda na mnie z przechyloną w prawy bok głową, chwyta za rękę i pyta: 
- Co się stało, Roxanne? 
Macham bagatelizująco reką, silę się na nieszczery uśmiech, ale i to mi nie wychodzi. Oczywiście, że coś się stało!, krzyczę do siebie w duchu. Niall się do mnie nie odzywa, ja nie mam ochoty z nim rozmawiać, mam miesiączkę, ciągle tylko muszę pomagać Sam w domu, od kilku dni nie wychodzę nigdzie i tylko oglądam seriale, czy naprawdę tak trudno było zauważyć, że COŚ SIĘ STAŁO!? 
Waham się nad odpowiedzią, mogę skłamać, ale to nic nie da, bo Sam we, kiedy to robię. Mogę powiedzieć prawdę, ale przez niektóre rzeczy prawdopodobnie urażę kuzynkę, a przecież ona chce mi pomóc. Po prostu nie powiem jej wszystkiego. 
- Mam okres, to tyle - mruczę. 
- No okej... - chichocze Samanta. - ... ale co naprawdę się stało? 
Milczę. Nie mam ochoty o tym rozmawiać, nie chcę, żeby ktokolwiek prócz Rosalie wiedział o moich uczuciach. Nawet moja najdroższa, najlepsza i najukochańsza kuzynka. Jednak łamię się pod jej spojrzeniem. 
- Niall nie odzywa się od kilku dni - szepczę, ale nie robi to na niej wrażenia. Muszę więc wszystko jej wyjaśnić. - Byłam pijana, więc sprawiłam mu przykrość, wrócilismy do domu, ale nie chciałam go zostawiać, musiałam wszystko odkręcić, zaproponowałam mu obejrzenie filmu i się zgodził, a potem się pocałowaliśmy - znowu milknę. - Całowaliśmy sie na naszej randce. 
Nie słyszę żadnej rady, ani pocieszenia z ust Sam. Właściwie to nie słyszę nic, bo kuzynka się nie odzywa. 
- Powiesz coś? - pytam. 
Po dłuższej chwili decyduje się odpowiwdzieć: 
- Musisz sama wyciągnąć do niego rękę - rzuca swobodnie, jakbyśmy mówiły o pogodzie. - Mężczyźni mają bardzo dziwny zwyczaj czekania, aż dziewczyna się do nich odezwie. Myślą, że coś zrobili źle i dlatego wolą siedzieć cicho i czekać. Tylko najczęściej tracą wszystko co udało im się z dziewczyną stworzyć, no wiesz, wspomnienia, dobre relacje i inne banały. Roxanne, samcy to proste stworzenia, zawsze potrafimy ich rozgryźć, trzeba mieć tylko odpowiednie 'wykształcenie'... - pokazuje rękami prymitywny cudzysłów. - ... więc niec dziwnego, że sama do tego nie doszłaś, masz dopiero osiemnaście lat i nie przeżyłaś tego co większość kobiet w tym i ja. A teraz głowa do góry, piersi do przodu i działaj! 
Nadal siędze na kanapie, przyswajając słowa wypowiedziane przez Sam, która właśnie zabiera się za robienie obiadu. Jakby nie patrzeć, 'samcy' to faktycznie proste stworzenia, ale nie wydaje mi się, żeby Niall był jednym z ich 'przypadków' i uważam, że wcale nie czeka, aż się do niego odezwę. Pewnie teraz siedzi z chłopakami w studio, gdzie mają te swoje próby zespołu, albo ogląda z nimi jakiś film, który widział już nie raz. A niech sobie robi co chce., mówię sama do siebie. Po co mam się nim przejmować, skoro on też ma mnie głęboko gdzieś. 
W tej chwili żałuję, że zgodziłam się na tę głupią randkę. To co czuję do Nialla właśnie zmienia się w złość, którą trudno będzie mi opanować. 
Wstaję i idę do kuchni, by dotrzymać kuzynce towarzystwa. Stoi przy kuchence i miesza coś w garnku, więc siadam na krześle by jej nie przeszkadzać. Po jakichś pięciu minutach odwraca się i mówi zaskoczona: 
- A ty jeszcze tu jesteś? Powinnaś być już dawno u Nialla. 
- Nie idę do niego - odpowiadam spokojnie i uśmiecham się pewnie. 
- Ale Roxie, przecież mówiłam ci... 
- Wiem, co mówiłaś, ale nie mam zamiaru pierwsza wyciągać ręki. To nie jest moja wina, że Horan jest takim idiotą, że nie potrafi się odezwać. Już raz odkręcałam to co zrobiłam, niech teraz on się wysili i coś zrobi, a jeśli będzie tak jak mówisz to trudno, przeżyję. Świat się nie wali - kończę i wychodzę z kuchni, zostawiając kuzynkę samą, bo wiem, że chce coś jeszcze powiedzieć. 
Pokój wygląda tak jak go zostawiłam, nieposłane łóżko, włączony laptop, brudne ubrania na podłodze. Myślę, że trzeba tu posprzątać, ale szybko odganiam tę opcję od siebie. 
Siadam na parapecie okna, biorę do ręki książkę, którą aktualnie czytam. Chociaż znam 'Igrzyska Śmierci' na pamięć to i tak za każdym razem, gdy czytam którąś z części, z napięciem śledzę losy Katniss i Peety. Niestety, odrywam się od lektury, bo widzę za oknem Nialla, wchodzi do domu, odziwo sam. Zawsze widzę go w towarzystwie chłopaków, ewentualnie ludzi ze studio. Patrzę na niego i jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze robię, nie wyciągając pierwsza ręki. Też mam swoją dumę. 
Odwraca głowę i patrzy prosto w moje oczy, choć dzieli nas kilkanaście metrów, widzę jak uśmiecha się do mnie. Podnosi rękę i wykonuje nią jakiś gest powitania. Schodzę z parapetu, bo nie mogę na niego patrzeć, jeszcze chwila i nie wytrzymam, już czuję piękące łzy pod powiekami. Rzucam książkę na półkę a potem siadam na łóżku, ukrywam twarz w dłoniach. Jeszcze raz rozważam, czy dobrze robię. A niech to szlag!, - mówię głośno i wybiegam z pokoju. Pokonuję korytarz, schody salon, przedpokój i jestem na dworze. Zatrzymuję się na chwilę, by wziąć oddech, ale już po chwili biegnę do domu Nialla, bez pytania otwieram drzwi i pierwszym co rzuca mi się w oczy jest to, że wszyscy chłopcy siedzą na kanapie, tylko Niall stoi. Dostrzegam go i biegnę w jego kierunku. Zdezorientowanie jest mocno widoczne na jego twarzy. 
- Roxie? Co się sta... - nie pozwalam mu dokończyć. 
Zamykam mu usta pocałunkiem, nie jest w stanie nic powiedzieć. Nie odwzajemnia go. Mam ochotę walnąć się czymś ciężkim w głowę, zaraz z oczu polecą mi łzy, ale zanim zdecyduję się uciec, napieram jeszcze mocniej na jego wargi. W końcu Niall oddaje pocałunek. Czuję, że warto było złamać postanowienie i zrobić to wszystko. Przybiec tu, pocałować go. Szkoda tylko, że słyszę głos Louisa: 
- W końcu zmądrzałaś Roxanne. 
Niechętnie przerywamy pocałunek, ale nadal Niall trzyma mnie w talii i patrzy w moje oczy. Chyba po raz pierwszy zauważam, że jego tęczówki są bardziej błękitne niż jego błękitna koszula. 
- Skończyliście już? - pyta niecierpliwie Liam. 
Oboje w tym samym momencie mówimy jednogłośne 'nie' i dalej patrzymy się sobie w oczy. To co piękne nigdy nie trwa wiecznie, więc po kilku narzekaniach chłopaków opanowujemy się i dołączamy do nich. 
Wieczór z chłopakami mija tak jak kiedyś, czyli siedzimy i oglądamy filmy, nic więcej, ale Niall chce ze mną porozmwiać, więc niechętnie opuszczam salon. Oglądaliśmy Igrzyska Śmierci. 
- Słuchaj Roxanne... - zaczyna bez ogródek. - Naprawdę bardzo cię lubię i jesteś niesamowitą dziewczyną... 
- Przestań gadać farmazony i przejdź do rzeczy - przerywam mu, jestem zirytowana. Nikt o zdrowych zmysłał nie odciąga mnie od telewizora kiedy oglądam THG**. 
- Po prostu, ja czuję coś do ciebie i nie chcę, żeby było tak jak przez ostatnie kilka dni - mówi. Ja też nie chcę., myślę. - Potrzebuję jasnej odpowiedzi, tu i teraz. 
- Okej. 
Denerwuje się. Ewidentnie widzę, jak Niall się denerwuje. 
- Ugh dobra. Miejmy to już za sobą - macha rękami, jakby je otrzepywał z brudu. - Chce wiedzieć, czy zostaniesz moją dziewczyną? 
- Myślę... - przeciągam litery i przybliżam się do niego. - ... że da się zrobić. 
Uśmiecha się tak jak za pierwszym razem, gdy go zobaczyłam. W swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Uśmiechem przeznaczonym tylko i wyłącznie dla jednej, jedynej osoby. Dla mnie. 


*'The perks of being a wallflower' polski tytuł filmu to 'Charlie'.
**THG - skrót od 'The Hunger Games', czyli 'Igrzyska Śmierci'.

Nie wiem kiedy następny. 
Zgubiłam zeszyt z planem wydarzeń i dopóki go nie znajdę nie mogę kontynuować pisania. 
Zmieniłam formę pisania. 
Jest czas teraźniejszy, nadal w pierwszej osobie, tak lepiej mi się pisze. 
Pozostaw opinię po przeczytaniu. 
Pozdrawiam i do następnego razu, 
Jesse xx  

+jeśli ktoś chce być informowany, proszę o pozostawienie kontaktu (adres bloga, twitter)

czwartek, 3 października 2013

6. part I: Randka

8 komentarzy:
Kolejne dni wakacji mijały mi całkiem normalnie i prawie zawsze tak samo. Można powiedzieć, że dopadła mnie rutyna dnia codziennego. Każdego ranka wstawałam wyspana, szłam do łazienki, potem na śniadanie. Po posiłku spędzałam jakieś dwie godziny przed telewizorem, by po pożegnaniu Sam i Deana spotkać się z przyjaciółmi. Zazwyczaj na tych naszych 'kameralnych posiadówkach' śmiechom nie było końca, co oczywiście fundowali nam Louis i Niall. Kiedy wracałam późnym wieczorem do domu, czekali już tam na mnie narzeczeni z pachnącą kolacją i jakimś kazaniem na temat mojej długiej nieobecności, a kiedy i to się skończyło, szłam do sypialni spać. I tak w kółko i w kółko. Dlatego też byłam w bardzo dobrym humorze, gdy środowego ranka do mojego pokoju ktoś zapukał.
Siedziałam samotnie na łóżku, no nie do końca sama, bo towarzyszył mi Snowy, puchaty szczeniak kuzynki, i sprawdzałam różne portale społecznościowe, takie jak facebook, czy twitter. Jednym słowem, po prostu się nudziłam. Po ostatniej rozmowie z Rose na temat spotkania z Niallem, mój humor nie był najlepszy, bo po długich przemyśleniach obie stwierdziłyśmy, że zaczyna się coś dziać. Nie, żeby mi to nie pasowało, tylko dziwnie było spędzać każdy dzień u boku przyjaciela, w którym najprawdopodobniej z dnia na dzień zadurzałam się coraz bardziej. Może nawet było to dziecinne zauroczenie. Ale, Boże Drogi, nie tego chciałam! Mieliśmy być przyjaciółmi, do cholery! Kiedy właśnie miałam ochotę walnąć się czymś ciężkim w pusty łeb, karcąc w ten sposób moje chore serce, rozległo się ciche pukanie do drzwi. 
- Proszę - uśmiechnęłam się na widok Sam, bo ostatnio w ogóle nie miałam czasu, by z nią porozmawiać, a miałam o czym. Zawsze to albo ja musiałam gdzieś wyjść, albo kuzynka wychodziła. Nic więc dziwnego, że samo jej pojawienie się w pokoju tak mnie ucieszyło. 
- Chciałaś czegoś? - zapytałam, gdy Sam z uśmiechem na twarzy usiadła na łóżku, zgarniając z szafki nocnej jakiegoś pluszaka i zaczęła się do niego śmiać, jak głupi do sera. I chyba wiedziałam dlaczego. W końcu kobieta w ciąży często ma lekką zmianę nastrojów. 
- Nie... choć właściwie to tak. Chciałam z tobą porozmawiać... 
- Więc słucham. 
- Ale najpierw muszę cię poinformować, że podjęłam pewną decyzję - milczałam, ale z uśmiechem na ustach słuchałam każdego słowa kuzynki, więc Sam kontynuowała. - Zdecydowałam się w końcu porozmawiać z mamą, ale chciałam cię znowu prosić, żebyś mi towarzyszyła. Nie musisz się nawet odzywać! - dodała szybko, gdy otwarłam usta by odmówić. Znowu. Mimo tego, że wcześniej się zgodziłam, teraz na powrót ogarnęły mnie wątpliwości. - Po prostu tam ze mną bądź, proszę. 
Na przekór rozumowi, który wyraźnie kazał mi się nie wtrącać, posłuchałam serca, zgadzając się tym samym na wszystko. Niestety. 
- Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie, Sam. Odwdzięczysz mi się za to. - mówiąc to puściłam w jej stronę oczko. - Chciałaś też o czymś ze mną porozmawiać tak?  
Oczy Samie zabłysnęły, a ona sama usiadła po turecku, chwytając moje ręce w swoje i patrząc mi prosto w oczy, uśmiechała się szeroko, pokazując wszystkie białe zęby. 
- Wiesz... - powiedziała przeciągając trochę wyraz. - ... doszły mnie słuchy, że pewien blondyn o imieniu Niall umówił się całkiem niedawno z dziewczyną z sąsiedztwa, którą definitywnie znam, a mało tego, ta dziewczyna ma na imię Roxanne. To zupełnie jak ty, nie uważasz?  - ogniki w jej oczach zapłonęły jeszcze bardziej. 
Przejżała mnie. 
- Och nie. Ty też będziesz mnie nękać?  - zapytałam z lekkim wyrzutem. 
Miałam tego wszystkiego po dziurki w nosie. 
- No nie bądź taka. Powiedz mi, jak to się stało? 
Popatrzyłam jej w oczy z przysłowiowego 'byka', gdyż głowę miałam spuszczoną w dół i przygryzałam wnętrze lewego policzka. 
- Tamtego dnia, gdy byliśmy w domu chłopaków... - zaczęłam powoli. - ... zaraz po tym jak opuściłaś pokój, znowu przyglądałam się fotografii Nialla, a po chwili okazało się, że chłopak mnie obserwuje. Kiedy koło mnie usiadł, aż mną wstrząsnęło, nogi odmówiły posłuszeństwa i w ogóle. - moja wypowiedź została przerwana krótkim i zduszonym śmiechem, musiałam zaczerpnąć trochę powietrza i przypomnieć sobie szczegóły tamtej sytuacji. Nieświadomie bawiłam się palcami lewej dłoni. - Wyobrażasz sobie to? Był zdecydowanie za blisko mnie, więc postanowiłam szybko się stamtąd ulotnić, ale kiedy wstałam by wyjść, Niall zatrzymał mnie i zapytał, czy się spotkamy. Powiedział to tak niezdarnie i nieskładnie, a mimo tego zrozumiałam o co mu chodzi i po prostu się zgodziłam. 
Samie patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem, kiedy skończyłam mówić. Natomiast ja czułam, że policzki mnie palą, musiałam wyglądać jak dorodny burak. 
- To wygląda tak, jakbyś się w nim zakochała - powiedziała po dłuższej chwili kuzynka z uniesionym prawym kącikiem ust. - I nie patrz na mnie jak na wariatkę, to widać w twoim spojrzeniu. 
- Mylisz się, Sam - wyszeptałam w odpowiedzi. To zdecydowanie nie było prawdą. - Zauroczenie może i tak, ale na pewno nie zakochanie.
- Mimo wszystko bardzo się cieszę, że tak to się potoczyło. Myślę, że to już chyba wszystko, więc sobie pójdę. 
- Czekaj Sam - zatrzymałam ją. Jeśli po wakacjach miałam zamiar uczyć się w tutejszej szkole muzycznej,  moim obowiązkiem było znaleźć sobie mieszkanie,  chociażby tymczasowe. Nie można przecież ot tak rezygnować z marzeń,  nawet tych najbardziej niemożliwych,  niedorzecznych czy najgłupszych. A moim marzeniem są studia na Royal Academy of Music*, a potem... potem się zobaczy.  - Ostatnio myślałam o mojej przyszłości i postanowiłam, że chcę kontynuować naukę...
- To świetnie,  tylko co ja mam z tym wspólnego?  
- Daj mi dokończyć to się dowiesz. - odparłam i zagarnęłam kosmyk włosów za ucho - Więc chcę się dalej uczyć,  ale nie w Dublinie. Chcę uczyć się tutaj w szkole muzycznej,  bo chcę przyszłość wiązać z muzyką.  I tutaj właśnie jest mój problem, bo chciałam cię o coś zapytać, a raczej prosić. Czy mogłabym u ciebie zamieszkać? Oczywiście znalazła bym pracę na weekendy i dorzucała bym się do czynszu i mogłabym robić zakupy,  sprzątać...
- Roxie...
- ... nawet robić obiady,  jeśli chcesz... 
- Roxanne... 
- ... no a kiedy urodzi się dziecko miałabyś darmową baby sitterkę...
- Roxanne Wild! Zamknij się i przyjmij do wiadomości,  że możesz u nas mieszkać choćby do końca życia,  bez żadnych zobowiązań.  
Momentalnie zamilkłam wpatrując się w kuzynkę i chyba przyswajając to co powiedziała,  jednak po chwili z moich ust wydobyło się niewyraźne 'naprawdę?!', a kiedy otrzymałam odpowiedź twierdzącą, uściskałam mocno Samie. 
- Więc kiedy chcesz porozmawiać z Andy? - zapytałam jeszcze na odchodnym, choć coś podpowiadało mi, że już niedługo, a po słowach Sam tylko się w tym upewniłam. 
- Myślę,  że już jutro - i wyszła zostawiając mnie z natłokiem myśli na temat rozmowy z Andy, mieszkaniem i nauką w Londynie, a przede wszystkim dziecinnym zauroczeniem w Niallu Horanie.  
Dlatego też dzisiejszego czwartkowego popołudnia z napięciem wyczekiwałam przyjścia cioci Andy już od samego rana.  Począwszy od krótkiej i odświeżającej kąpieli, poprzez śniadanie, posprzątanie pokoju i oglądanie telewizji, aż do teraz, czyli przygotowania wspólnego obiadu.  Dean nadal był w pracy,  co moim zdaniem było na korzyść Sam, gdyż nie musiała się ona martwić,  że ta parka znowu się pokłóci. W momencie, gdy opowiadałam kuzynce dość kiepski kawał,  rozległo się pukanie so drzwi. Samie momentalnie się spieła. Po otwarciu drzwi moim oczom ukazała się nieśmiało uśmiechnięta ciotka.
- Witaj Roxie - wyszeptała cicho.
Po jej zapadniętych oczach,  nie dokładnie rozczesanych włosach i niepomalowanej twarzy,  wywnioskowałam, że te kilka dni było dla niej istną mordengą. Poczułam się podle, gdy stwierdziłam, że to dobry znak.
- Cześć ciociu - przytuliłam mocno kobietę, by po chwili wpuścić ją do mieszkania.
Zaprowadziłam ciotkę so salonu i podałam jej sok. Zaczęłyśmy rozmawiać o rodzinie,  szkole, wakacjach, gdy w salonie poniósł się cichy głos Samanty.
- Hej mamo.
Ciocia Andy odwróciła głowę w stronę dziewczyny,  a jej oczy od razu się zeszkliły. Nawet nie zdążyłam dobrze zobaczyć,  a matka i córka tuliły do siebie jedna drugą,  szepcząc co chwila słowa przeprosin i próśb o wybaczenie.  Ten niecodzienny widok wywołał na mojej twarzy nieśmiały uśmiech.
- Przepraszam Samie - usłyszałam po chwili wyraźny głos ciotki.  - Po prostu po śmierci ojca zostałaś mi tylko ty, a życie z myślą,  że jakiś mężczyzna zabierze mi ostatnią cząstkę szczęścia jest nie do zniesienia.  Dean pewnie myśli,  że go nienawidzę i nietoleruję, ale to wcale nie jest prawdą,  przecież niczym mi nie zawinił,  czyż nie?
- Nie zawinił... - powtórzyła cicho Sam i dodała - Przecież on ci mnie nie zabierze.  Ślub to nie jakieś uwiązanie na smyczy,  czy coś w tym stylu.  To po prostu znak miłości,  mamo.
- Wiem, i dlatego chcę was obu przeprosić,  za wszystko co do tej pory robiłam.  Deana przeproszę, kiedy wróci, tymczasem chcę też przeprosić ciebie Roxie.
Z wrażenia zakrztusiłam się sokiem i o mało co nie wyplułam go na dywan. Ze zdziwieniem w oczach i głosie zapytałam:
- M-mnie?
- Ciebie i całą twoją rodzinę.  Nie zdziwiło cię, dlaczego od prawie sześciu lat nie odwiedziłam, ani nawet nie zadzwoniłam do was ani razu? - wstyd było mi się przyznać, że nawet nie zwróciłam na to uwagi, na szczęście nie czekając na moją odpowiedź, ciotka kontynuowała: - Byłam po prostu zazdrosna o to, że mojej siostrze życie płynie tak normalnie, ma dwójkę wspaniałych dzieci, kochającego męża i naszą matkę blisko siebie. Nie mogłam nawet o niej myśleć, bo sześć lat temu nie zostało mi praktycznie nic oprócz mojej Sam. A kiedy pojawił się Dean było jeszcze gorzej, bo Samie się wyprowadziła. Ty ciągle mieszkałaś z matką, więc dla mnie to był kolejny powód, dla którego się nie odzywałam. - słuchanie tego wszystkiego obudziło we mnie jakąś empatię, która kazała mi pomóc cioci Andy, tym bardziej po jej kolejnych słowach: - Żałuję teraz, że nawet nie mam numeru Inam ani Isaaca**, żeby ich przeprosić.
- Wiesz, jest jedno wyjście - zaczęłam powoli w stronę Andy. - Wydaje mi się, że nawet lepsze niż telefon. Na myśli mam oczywiście skype. Skype to taki program, dzięki któremu można się porozumiewać za pomocą kamery internetowej - wyjaśniłam, bo wyraz twarzy kobiety zdradzał wszystko.
Kiedy ciocia się zgodziła zadzwoniłam szybko do rodzicielki, by wyjaśnić jej jak ma włączyć skype, kamerę i takie tam, a już po chwili matka Sam siedziała w salonie rozmawiając z moimi rodzicami. Popijając kawę mrożoną à la Roxie, razem z kuzynką obserwowałyśmy radość na twarzy kobiety. Od tak dawna niespotykany widok.
- Dziękuję, że ze mną byłaś - rzuciła kuzynka, cały czas wpatrzona w matkę. - To pozwoliło mi nie zwariować.
- Nie przesadzaj - zarumieniłam się. - Po prostu dotrzymałam ci towarzystwa.
- Nazywaj to jak chcesz, ale wpodziękowaniu za to pomogę ci w przygotowaniach do twojej randki.
- Ale to dopiero jutro - zaoponowałam szybko i dodałam - I to nie jest żadna randka tylko... spotkanie towarzyskie?
- To już jutro, dziewczyno. I zapamiętaj sobie, to jest randka, nawet druga, gdyby policzyć ten wasz 'spacer' na początku znajomości.
- Myślę ... - rzekałam powoli - ... że nie do końca pojmuję twój system rozumowania.
- Mało kto go ogarnia, chyba tylko Dean - kuzynka zamilkła, wpatrując się w kubek kawy. - Zastanawiam się jak to będzie i czy De jej wybaczy - dodała po chwili.
- Na pewno. Jestem tego pewna.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.

*

To już dzisiaj - pomyślałam . 
Dzisiaj wieczorem idę na randkę z Niallem Horanem. 
Teraz zamiast cieszyć się z tego wydarzenia, siedzę przed szafą z ubraniami, kompletnie nie wiedząc co na siebie włożyć, a towarzyszy mi równie niewiedząca Sam. Tyle problemów z tak błahym wydarzeniem. No dobra, może nie takim błahym, ale też nie wiadomo jak ważnym. Normalnie nie miałabym takich problemów, ale kuzynka stwierdziła, że jest to wydarzenie żadko spotykane i pomijając fakt, że powiedziała to tak jakbym nigdy nie chodziła na randki, moje zdanie i tak było inne. Wokół mnie porozrzucanych było mnóstwo ubrań, we wszystkich kolorach, na każdą okazję i jakoś ani ja, ani kuzynka nie potrafiłyśmy złożyć z tego odpowiedniego zestawu. Kiedy odkładałam na bok kolejną bluzkę, ktoś zapukał do drzwi i po chwili wszedł do mojego pokoju. Jak się okazało był to James, który usiadł na łóżku i zaspanym wzrokiem rozglądnął się dookoła. Czasem nie rozumiem jak ten człowiek może spać do samego południa, gdybym tylko ja miała tak twardy sen. 
- Coo u se dzeejee? - zapytał ziewając w tym samym czasie, więc zrozumienie go było dość trudne, jednak siedemnaście lat z tym bałwanem robi swoje. 
- Próbuję wybrać coś odpowiedniego na randkę - odpowiedziałam mechanicznie, przeżucając kolejny sweter. 
- Randkę? Z kim? Znam go? Ma jakąś pracę? Pali? Pije? A może to dziewczyna, co? - uderzył mnie natłok pytań, a ostatnie szczególnie zbiło mnie z pantykału, jednak dzielnie starałam się odpowiedzieć na nie wszystkie. 
- Tak, randkę. Z Niallem. Tak, znasz go od wczoraj. Nie, nie pracuje, bo gra w zespole. Nie, nie pali. Tak pije, bo kto normalny w tych czasach nie pije? I nie to nie jest dziewczyna, nie jestem lesbijką, James. Skąd ci to przyszło do głowy?  
- W takim razie ubierz tą sukienkę z czarnym gorsetem i białą spódniczką <KLIK> . Niall padnie z wrażenia. - odpowiedział brat, pomijając moje pytanie. Swoją drogą, ma bardzo dobry gust, nie ma co. 
- Okej, dzięki. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się w jego kierunku. 
- Widzisz. - wtrąciła Sam. - Od samego początku mówiłam ci, że masz ubrać tę. 
Nie odpowiadając ne jej stwierdzenie, wzięłam wybraną sukienkę, żelazko oraz deskę do prasowania i zaczęłam starannie gładzić gorset i koronkową spódniczkę. Nie zwróciłam uwagi na to, że James wyszedł z pokoju, ani na to, że Sam też go opuściła, bo cały czas prasowałam, rozmyślając o przyszłej randce. Na ustach uśmiech sam się formował, wystarczyło tylko pomyśleć o Niallu i jego blond włosach, błękitnych oczach, wesołym uśmiechu, talencie do rozbawiania ludzi i w ogóle o całym nim. W głowie wyobraziłam sobie całą naszą randkę, widziałam jak czeka na mnie przed furtką od swojego domu, jak wyciąga do mnie rękę, bym ją uchwyciła, jak uśmiecha się do mnie, obejmuje, a potem prowadzi do czarnego BMW i zabiera do restauracji, która jest pieknie wystrojona. Ale czar chwili prysł w momencie, gdy spojrzałam na zegar. Dochodziła godzina szesnasta, umowiona z Horanem byłam na dwudziestą, więc miałam tylko cztery godziny by wziąć długą kąpiel, dobrać akcesoria i buty do sukienki, namówić Samantę, by zrobiła mi jakąś frzyzurę, sprawdzić czy w torebce mam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i umalować się. 
Przecież to niemozliwe - pomyślałam. Nie da się zrobić tego wszystkiego w cztery godziny. 
Spanikowana zawołałam Sam, która ma cudowny dar uspokajania mnie, więc po krótkiej rozmowie z nią byłam zdolna do zrobienia wszystkich potrzebnych czynności. Odświeżyłam się pod prysznicem, do sukienki znalazłam odpowiednie szpilki <KLIK> , bransoletkę <KLIK> , pierścionek <KLIK> i bężową kopertówkę <KLIK> , kuzynka upieła moje włosy z lewej strony i przeżuciła je na prawą, wcześniej kręcąc z nich urocze loki, następnie ja zabrałam się za makijaż: eyelinerem zrobiłam sobie cienkie kreski u dołu powiek, usta pomalowałam ulubioną ostrą czerwoną szminką, a rzęsy podkreśliłam mascarą z Max Factora. Ogólny efekt był całkiem niezły. No dobra, kogo ja okłamuję, w tym momencie wyglądałam na zajebistą laskę. Oczywiście, pomijając fakt, że jescze nie ubrałam sukienki, na myśli miałam oczywiście makijaż i włosy. Kilkanaście minut później kolejny raz tego dnia spojrzałam na zegarek i z zadowoleniem stwierdziłam, że mam jeszce pół godziny do umówionej pory, a dlatego, że wypada się troszkę spóźnić, miałam czterdzieści minut. Czterdzieści minut wyczekiwania. Któryś raz z kolei sprawdziłam zawartość torebki, wypsikałam się perfumami, założyłam buty i granatowy wiosenny płaszczyk <KLIK>, ponieważ dzisiaj było dość chłodno i równo o dwudziestej stanęłam pod frontowymi drzwiami, po czym zawołałam Sam, by zobaczyła efekt końcowy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko na mój widok i powiedziała: 
- Wyglądasz pięknie, Roxanne. 
- Noo, jesteś boska. - dodał mój brat, który nagle pojawił się w przedpokoju. - Mówię serio, Niall padnie jak cię zobaczy. 
- Dzięki - wyszeptałam speszona. 
- A teraz idź, bo już i tak jesteś spóźniona - uściskałam najpierw Sam, a potem Jamesa. Biorąc wcześniej głęboki oddech nacisnęłam na klamkę i wyszłam na chłodne wieczorne powietrze w myślach powtarzając jak mantrę słowa 'Idę na randkę z Niallem Horanem' i próbowałam się nie przewrócić. Niall stał oparty o furtkę, tak jak w dniu naszego spaceru, ze spuszczoną głową, rękami w kieszeni rurek i przygryzając dolną wargę. Nie musiałam nic mówić, bo kiedy ruszyłam w  kierunku chłopaka, jego wzrok automatycznie spoczął na mnie. Zapewne słyszał stukanie obcasów. Dopiero kiedy stanęłam przed nim i powiedziałam cicho 'Hej' , Niall jakby ocknął się i powiedział: 
- Wyglądasz pięknie. 
Zarumieniłam się, ale podziękowałam za komplement, po czym chwyciłam jego wyciągnięte ramię i ruszyliśmy w kierunku czarnego BMW, takiego samego jak w mojej wyobraźni. 
- Więc, gdzie mnie zabierasz Niall? - zapytałam spoglądając na niego, gdy siedzieliśmy już w samochodzie. 
- To niespodzianka - uśmiechnął się tajemniczo, a ja nie byłam do końca pewna, czy wie jak bardzo nieznoszę niespodzianek. 
- Źle trafiłeś, kolego. - rzuciłam trochę zaczepnie. 
- Dlaczego? Coś nie tak? - widać było, że Niall jest trochę zaniepokojony, a ja kopnęłam się mentalnie w pusty łeb, bo przeze mnie pomyślał, że coś mi się nie podoba. Tysiąc punktów dla ciebie, Wild! 
- Nie, nie. Wszystko w jak najlepszym porządku - zaoponowałam szybko, a na moje szczęście Horan się usmiechnął. - Tylko, nie za bardzo lubię niespodzianki. Wręcz ich nienawidzę. 
- Och, czyli jak widać nie mam szczęścia - znowu ten przygaszony uśmiech. Brawo, Roxanne, potrafisz zniszczyć coś co się nawet nie zaczęło! - Pozostaje mi tylko liczyć na to, że niespodzianka się jednak spodoba. 
- Na pewno, Niall. - uśmiechnęłam się uroczo i całkiem szczerze, a chłopak odwzajemnił uśmiech przyglądając mi się chwilę, bo akurat staliśmy na czerwonym świetle. 
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zapytałam chwilę przed zielonym światłem. - To trochę krępujące. 
- Przepraszam, Roxie. Po prostu, jesteś bardzo piękna, wiesz? 
- Nie przesadzaj - machnęłam bagatelizująco ręką, czerwieniąc się po czubek głowy. 
- Jestem szczery. No jesteśmy na miejscu - nawet nie zauważyłam, kiedy minęła nam droga. - Panie przodem - powiedział Niall w momencie, w którym otwierał drzwi od samochodu. 
Wyszłam z BMW i przystanęłam jeszcze na chwilę, patrząc jak chłopak wyciąga marynarkę z samochodu. 
Zapowiada się niezła randka. 

*** 


*Royal Academy of Music - szkoła muzyczna w Londynie. Chyba najbardziej znana. 
**Inam i Isaac - rodzice Roxanne

Jestem beznadziejna. Wiem o tym. Obiecałam coś, a słowa i tak nie dotrzymałam. Jestem na siebie wściekła, mam ochotę się palnąć czymś ciężkim w mój głupi, niedotrzymujący obietnic łeb. Mogłabym się tłumaczyć brakiem czasu, nawałem prac domowych i każdą inną rzeczą, ale po co, skoro wszyscy to dobrze wiedzą, i ja to dobrze wiem, że jedynym powodem niepojawienia się rozdziału wcześniej jest moje cholerne lenistwo. Podobno człowiek uczy się na błędach, a ja w stosunku do bloga popełniłam już kilka takich i teraz wiem, że najlepiej jest niczego nie obiecać. Tak więc nie wiem kiedy kolejny rozdział, nie wiem czy znowu Was nie zawiodę, a pozostaje mi tylko liczyć na to, czy ktoś w ogóle jeszcze czyta to moje opowiadania i choć wszystko podpowiada mi, że straciłam wszystkich czytelników, to jednak gdzieś tam jest nadzieja, że pozostało ich kilku. Teraz kilka przyziemnych spraw, jak widać szablon nadal ten sam, ale cały czas staram się na jednej szablonarnii o wykonanie profesjonalnego szablonu, bohaterom bloga miałam dać spokój, a jednak zmieniłam zdjęcie Izabelii, i to chyba wszystko co dotyczy bloga. 
Teraz coś dla miłośników Igrzysk Śmierci (czyli mnie, między innymi). Olga, moja koleżanka pisze wspaniałego, przecudownego bloga o Promise Middleland, trybucie z dystryktu czwartego i jej historii. Pojawił się prolog, który już zachęca do czytania <KLIK> Zajrzyjcie, to wiele znaczy dla niej i dla mnie. Nie będę tu już więcej Wam głowy zawracać, 
Pozdrawiam!

piątek, 26 lipca 2013

BŁAGAM O POMOC!

4 komentarze:
W podziękowaniu za dane lajki wstawiłam imagina. Po kliknięciu w zakładkę 'IMAGINE' zostaniecie automatycznie przeniesieni na bloga z moimi imaginami, gdzie można znaleźć pierwszą część imagina z Zaynem. + Rozdział kolejny być może jutro, a jeśli się nie wyrobię, to po jutrze (: 
Enjoy!

środa, 17 lipca 2013

5. Fotografia

7 komentarzy:
Przepraszam, błagam o wybaczenie i zapraszam do czytania wyjątkowo krótkiej, ale chyba przełomowej notki (:
Enjoy!
Gdyby tak można sfotografować nasze sny! - Emil Cioran


***

- Nic ci nie jest? - zapytałam i podbiegłam do kuzynki.
Mimo początkowej radości, która pojawiła się gdy znalazłam Sam, wcale nie było mi teraz do śmiechu, bo zobaczyłam w jakim jest stanie.
-N-nie – wyszeptała i na powrót zalała się łzami.
Z początku nie wiedziałam co zrobić, czy ją przytulić, powiedzieć pokrzepiające słowa. Nie lubiłam pocieszać ludzi i nie robiłam tego, bo zazwyczaj wyręczała mnie Rosie, a jeśli mam być szczera to naprawdę kiepska ze mnie pocieszycielka. Co innego jeśli chodzi o osoby mi bliskie, z którymi spędzam każdą chwilę, a co innego, gdy widzę się z kimś raz na ruski rok. I tak było z Sam, nie widziałyśmy się przecież szmat czasu. Całe roztargnienie uleciało ze mnie w mgnieniu oka, kiedy Samanta rzuciła się w moje ramiona, mocząc przy tym łzami moją czarną koszulkę. Wyglądała jak kilkuletnia dziewczynka wypłakująca się w matczyne ramię.
- Chodź ze mną – pomogłam jej wstać, bo nie była w stanie zrobić nawet tego.
- Nie chcę tam wracać – wypiszczała.
Kuzynka trzęsła się cała zdenerwowana, więc postanowiłam, że kupię jej po drodze leki na uspokojenie.
- I nie wrócimy – chwyciłam ją pod ramię. – Idziemy do domu Nialla, Zayn dał mi klucze zanim wyszłam.
- A jak oni tam będą? – zapytała, a ja zdałam sobie sprawę, że zaczyna histeryzować. – Boże, co ja zrobiłam? Wyszłam na kompletną idiotkę! Co oni sobie teraz pomyślą!?
- Przestań – warknęłam, patrząc jej w twarz. – Miałaś prawo się tak zachować, każdy miałby na twoim miejscu. Uczucia nie istnieją po to, żeby je ukrywać i tłumić w sobie. Nimi trzeba się dzielić, wtedy wszystko łatwiej przychodzi. A teraz z łaski swojej, weź się w garść i chodź ze mną, bo chyba musimy porozmawiać.
Pchnęłam ją na przód, ale cały czas trzymając jej ramię, kto wie co by przyszło jej teraz do głowy. Może nawet by zwiała. Po zrobieniu zakupów w postaci Relewium, leku na uspokojenie, wreszcie odkluczyłam zamek i wepchnęłam kuzynkę do środka, która przez moją głupotę potknęła się o dywan i wylądowała na podłodze.
- Przepraszam! – wypiszczałam, rzucając się jej na pomoc, co dało efekt temu, że sama leżałam obok dziewczyny.
I w tej chwili udało mi się wywołać uśmiech na twarzy Sam. To właśnie dla takich momentów warto wstać rano z łóżka. Szybko podniosłam się do pionu i otrzepałam swoje ubranie, by już po chwili znaleźć się przed twarzą kuzynki. 
- Może chodźmy na górę? – dziewczyna spojrzała w kierunku schodów, ale natychmiast odwróciła głowę, wzdrygając jednocześnie ramionami. – Sama nie wiem, ale jakoś tak lepiej będzie się tam rozmawiać.
- Niech ci będzie – machnęła ręką. – Nie robi mi to specjalnej różnicy.
Wywróciłam oczami rozplątując ręce, które nieświadomie skrzyżowałam i spojrzałam wymownie w sufit, dając tym samym do zrozumienia, że mam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Chwilę potem szłam za kuzynką po schodach w myślach układając plan rozmowy. W mgnieniu oka stałam już na samej górze schodów, w tyle zostawiając przygnębioną Sam. W końcu do mnie dołączyła, a ja otwarłam pierwsze z brzegu drzwi i od razu zaczęłam tego żałować. Po podłodze walało się mnóstwo ubrań, jedzenia, opakowań po słodyczach, zużyte puszki po coli i pepsi, kartki papieru, płyty DVD, coś szklanego, piżamy, buty, poduszki, okulary, sportowe getry, czapki,  brudne naczynia i mnóstwo zużytych majtek. Łóżko było niepościelone, a białe prześcieradło zdobiła wielka i brązowa plama, prawdopodobnie po kawie. Okno odsłonięte do połowy obwieszone było serpentynami, a jedna firanka przykrywała wielki plazmowy telewizor. Same drzwi z trudem dało się otworzyć, a w całym pomieszczeniu unosił się przykry zapach. Suma summarum, porządek w tym pomieszczeniu pozostawiał wiele do życzenia.  
- Wow – na tą chwilę, tyle byłam w stanie wydusić. – Czy wzrok mnie myli, czy ten pokój naprawdę należy do Louisa? – dodałam, gdy zobaczyłam przywieszoną tabliczkę z jego imieniem.
Sam patrzyła na to z takim samym zdziwieniem jak ja chwilę temu.
- Yhhy, na to wygląda, ale nie mam zamiaru zagłębiać się w szczegóły. – obróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku drzwi umieszczonych naprzeciw.
Nim zdążyłam zrobić chociażby ruch, dziewczyna już zatrzaskiwała z powrotem wejście do pomieszczenia.  Posłałam jej nieme pytanie.
- Powiedzmy, że pokój nie został do końca oczyszczony ze wszystkich, bardzo osobistych rzeczy, które Malik wykorzystał podczas ostatniej nocy. Z dziewczyną. – dodała jeszcze, gdy spojrzałam na nią z dziwną miną.
- Skąd wiesz, że to pokój Malika? Nigdzie nie ma żadnej tabliczki z jego imieniem.
- Uwierz mi, tylko Malik posuwa inną dziewczynę, każdej nocy, a czerwone stringi na środku dywanu mówią same za siebie.
Kolejne drzwi, były zamknięte na klucz, a na drzwiach wisiała karteczka z napisem
Nie wchodzić, bo użyję magii. Harry”.
 Zaśmiałam się, a Sam po chwili mi zawtórowała i z uśmiechem na ustach zanotowałam, że to już drugi raz po tym głupim incydencie. Następny pokój także był zamknięty, a tabliczka oznajmiała, że jest to własność Liama Jamesa Payne’a Daddy’ego Direction Tego-Który-Kocha-Toy-Story. Właśnie taki napis na niej widniał. W końcu po naszej ‘wędrówce’ udało nam się znaleźć pokój odpowiadający naszym wymaganiom.
Zwykły pokój.
Zwykłego nastolatka.
Ze zwykłymi meblami.
Z ładnym zapachem.
I uroczymi zdjęciami.
Weszłyśmy do środka, obie rozglądając się na wszystkie strony i poznając ‘teren’. Sam usiadła szybko na pościelonym łóżku, a ja podeszłam do komody, na której ktoś poustawiał masę zdjęć. Na niektórych z nich rozpoznałam chłopców, jednak fotografie Nialla zdecydowanie górowały, więc dzięki temu domyśliłam się, że sypialnia należy właśnie do niego. Chwyciłam jedną z ramek, która przedstawiała młodego Horana, jakby wystrojonego na ślub. Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten widok. Niall… ten chłopak coraz bardziej mi się podoba. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, ale w jego obecności czuję się strasznie skrepowana, ręce mi się trzęsą i trochę się jąkam. Mało tego, serce zaczyna mi szybciej bić. Czy to jest zauroczenie? Nie mogłam się zakochać, przecież nie istnieje takie coś jak miłość! Ale muszę przyznać, że oczy blondyna są cudowne i nigdy w życiu nie widziałam tak błękitnych tęczówek. 
- Co robisz? – usłyszałam zachrypnięty głos kuzynki.
Dopiero teraz zauważyłam, że uśmiecham się jak głupi do sera, w jednej ręce trzymając zdjęcie, zaś palcami drugiej dotykając jego szybki. Speszona odłożyłam fotografię z powrotem na komodę i odwróciłam się w kierunku Sam.
- N-nic, a my miałyśmy porozmawiać. – Usiadłam koło dziewczyny. – Słuchaj, ja wiem, że jest ci ciężko, bo komu by nie było w takiej sytuacji, ale muszę zapytać, co masz zamiar zrobić z ciocią?
Spojrzała na mnie załzawionymi oczami, otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła, jakby nagle rezygnując z tego co chciała powiedzieć.
- Hej, Sam. Nie martw się. – przytuliłam kuzynkę i otarłam jej łzy z oczu.
Wszystko będzie okej. – pomyślałam.
Musi być okej.
Siedziałyśmy tak przez kolejne piętnaście minut, bujając się w dwie strony, zanim Samie zdecydowała się wreszcie odpowiedzieć.
- Więc najpierw poczekam, aż wyjedzie, a potem, kiedy będę gotowa, spróbuję z nią porozmawiać…
- To dobrze.
- … Ale ty będziesz wtedy ze mną. – dodała.
Przestałam tulić do siebie dziewczynę i spojrzałam na nią głupim wzrokiem. Co ona sobie myśli. Przecież to jej sprawa, nie moja. Ona powinna to rozwiązać z ciocią Andy na spokojnie, bez żadnych świadków.
- Nie mogę… - wyszeptałam.
- Możesz i zrobisz to. – pewność w jej głosie była wyczuwalna z daleka, i to mnie przeraziło najbardziej. – Chyba nie zostawisz mnie samej?
Milczałam, spoglądając w dół i szukając wszystkich za i przeciw. No bo w sumie, co miałam do stracenia? Posiedziałabym tam z nią, nie odzywała się i wszyscy byliby szczęśliwi.
- Niech będzie.
Sam posłała mi uśmiech i nagle ożywiona wstała z posłania krzycząc:
- Zrobię nam kawę mrożoną!
Wybuchnęłam śmiechem widząc jej teraźniejsze zachowanie, ale to była ta Sam, którą znam. Nie wieczna maruda, nienawidząca wszystkich, tylko pełna życia i optymizmu. Patrząca na świat przez różowe okulary młoda ciężarna kobieta. Siedząc tak jeszcze chwilę na Niallowym łóżku chwyciłam z powrotem ową fotografię Horana. I uśmiechnęłam się. Tak po prostu, na samą myśl o nim. Drżącą ręką dotknęłam jeszcze raz zimnej szybki w miejscu, gdzie znajdowały się usta chłopaka, rozciągnięte w szerokim uśmiechu. I nagle zawładnęła mną ochota dotknięcia tych gorących ust moimi własnymi.
Gdybym tylko miała tyle odwagi.
W jednej chwili poczułam jak materac się pode mną ugina, więc zdenerwowana odwróciłam głowę w bok, by zobaczyć kto się do mnie dosiadł. Jednak gdy to zrobiłam, mój wzrok padł na te same usta z fotografii. Jeszcze bardziej zawstydzona podniosłam spojrzenie na błękitne tęczówki chłopaka, ciężko oddychając.
- Zamknij buzię, bo ci mucha wleci. – szepnął blondyn wprost w moje, teraz już zamknięte, wargi.
- Yhhyym  – nie zdolna do wypowiedzenia czegokolwiek, po prostu przytaknęłam wydając z siebie jakieś pomruki.
- Co robiłaś z moim zdjęciem? – zapytał już normalnym głosem, szczerząc się od ucha do ucha.  
Chyba kocham ten uśmiech.
- A tak tylko… patrzyłam. – wyjąkałam. Cholera jasna, ręce znowu mi się trzęsą!
- Patrzyłaś? Okej.
Zapadła pomiędzy nami dziwna cisza, ale wcale niekrępująca. Chłopak jakby przybliżył się do mnie, przez co zaparło mi dech w piersiach.
Był za blisko.
Zdecydowanie za blisko.
- To może ja już… - wstałam i skierowałam się do drewnianych drzwi.
Tylko mnie nie zatrzymuj, błagam.  – pomyślałam.
- Słuchaj, Roxie… - zaczął Niall, a moje błagania szlag trafił. Boże, widzisz, a nie grzmisz. – Pomyślałem sobie, ż-że moglibyśmy zrobić... eee… uhh… a-albo moglibyśmy zrobić coś innego. 
- Pewnie  - zgodziłam się, cichym i zawstydzonym głosem.
- Naprawdę? – nawet mnie zdziwiło jego zdziwienie.
- Tak – sama nie wiem czemu, po prostu nie potrafię tego wytłumaczyć, ale mój głos stał się jakby bardziej pewny siebie.
- Oh, okej. To naprawdę… świetnie.  – podrapał się za uchem. – To może w piątek wieczorem.
- Mi pasuje.
- Więc jesteśmy umówieni.
- Jesteśmy umówieni.
Niall wyszczerzył się wystawiając w moją stronę ramię, a ja pewnie je przyjęłam i razem niczym wielka dama i bogaty panicz wyszliśmy z Horanowego pokoju, zostawiając za sobą  tylko uśmiechniętego chłopca, na dużej fotografii, teraz spoczywającej na czystym dywanie.  Kiedy znalazłam się na dole, ujrzałam czwórkę wgapiających się w telewizor chłopaków, oraz kuzynkę wychodzącą z kuchni z tacką mrożonej kawy. Kiedy w końcu po północy wróciłam z tej małej, kameralnej imprezki, od razu zadzwoniłam do Rose. W tym samym momencie, w którym odebrała telefon, ja rzuciłam się zmęczona na łóżku i powiedziałam:
- Umówiłam się z Niallem Horanem.

***
Po przeszło dwóch miesiącach, które były najbardziej niemożliwymi, irytującymi, zapchanymi, zabieganymi, wyczerpującymi, wymagającymi i pracowitymi miesiącami w całym tym roku, Troublemaker powraca, bijąc się w pierś i przepraszając z całego serduszka, za tak karygodną postawę, wobec bloga i Was, czytelników.  Tak, w końcu udało mi się ogarnąć i napisać notkę do końca.
Jak widać, na blogu zaszło mnóstwo zmian. Pierwszą jest wygląd bloga, no więc zamiast zwykłego tytułu widnieje teraz nagłówek wykonany przeze mnie samą. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, więc zdaję sobie sprawę, że nie jest on najwyższych lotów, ale mi się podoba.  Podobnie z tłem, też zostało wykonanie ‘moimi rękami’.  Zauważyć można też, że Strony bloga widnieją teraz po prawej stronie, nie pod nagłówkiem. Kolejną i chyba najważniejszą rzeczą jest zmiana tytułu opowiadania na ‘Everything was a dream’ , ale cytat na belce (chodzi o to na górze) jest nadal ten sam. Moja kochana @_Sophie_Swan_ stworzyła dla mnie przepiękny zwiastun opowiadania, który można znaleźć w zakładce ‘Zwiastun’ po prawej stronie. Zmieniłam także opisy bohaterów i ich zdjęcia.
Na sam koniec chcę jeszcze raz z całego mojego chujowego serduszka przeprosić Was za to całe zamieszanie i brak notek przez prawie trzy miesiące i obiecać, że to już nigdy się nie powtórzy. Swoje sprawy i problemy już ogarnęłam i jest okej.
A co do długości notki, nie chciałam kazać Wam czekać dłużej, więc postanowiłam dodać to co napisałam. 
Pozdrawiam,
Głupia i błagająca o wybaczenie ~ Troublemaker ~ xx

niedziela, 19 maja 2013

Ogłoszenie nr 2

7 komentarzy:
Miałam dać znak życia, więc daje i mam się dobrze. A właściwie to nie. Jest źle, bardzo źle. Moje życie prywatne się wali i nie mogę go poukładać, mam dość tego cholernego świata i całej tej niesprawiedliwości. Najchętniej zamknęłabym się w odizolowanym od ludzi pomieszczeniu i spędziła tam reszte życia. Wszystko mnie przytłacza i nie potrafie sobie z tym poradzić. Do tego ta codzienność. Rutyna, rutyna, jeszcze raz rutyna. Mój każdy dzień wygląda tak samo. Wstaję rano, idę do szkoły, dostaje złe oceny, wracam, uczę się, ide spać. I tak w kółko i  w kółko. A co mi z tego, że się uczę, skoro i tak prawdopodobnie nie otrzymam promocji do klasy trzeciej gimnazjum. Mam trzy zagrożenia i zero jakiejkolwiek nadzieji, że uda mi się z nich wyjść. No a przecież nie mogę tego wszystkiego olać, nie? Musze się wziąć za siebie, ogarnąć i poprawić te głupie oceny! Pewnie się zastanawiacie dlaczego to piszę, nie? Otóż nie mam żadnego pojęcia kiedy w końcu uda dodać mi się cokolwiek na tego bloga. Wygląda na to, że chyba dopiero po wystawieniu ocen, lub jak wyjdę z zagrożeń. Nie porzucam bloga, od razu mówię, nie miałabym do tego serca i nawet nie biorę tej opcji pod uwagę. Chciałam tylko poinformować Was, że nie ma się czym martwić, bo rozdział 5 powstaje, co prawda w zółwim tępie, bo brakuje mi czasu, ale jednak. Chciałam jakoś Wam wynagrodzić tą moją nieobecność wcześniej i tą najbliższą, więc wpadłam na pomysł, żeby założyć zakładkę z imaginami, bo w końcu pisanie ich zajmuje  o wiele mniej czasu z życia codziennego niż pisanie dopracowanego rozdziału opowiadania. W szkole co chwila piszę imagine dla przyjaciół, więc mam ich mnóstwo w zanadrzu. Co o tym sądzicie?
Aa! Chciałam jeszcze poinformować, że nie mogę dodawać komentarzy do blogów. Nie wiem jak to się stało, ale jak już wyskrobie ładny komentarzyk i kliknę opublikuj, to on się nie dodaje, po prostu znika! Wiedzcie, że czytam wszystkie Wasze blogi! Szczególnie chcę przeprosić Natalię Rząsę, bo za każdym razem pisze dłuuugie komentarze na jej blogu, a one się nie dodają! Wiem, że Ci zależy, więc przepraszam.
Hope to see you soon,
~ Troublemaker ~

środa, 24 kwietnia 2013

Ogłoszenie nr 1

9 komentarzy:
No to na samym początku chcę przeprosić, ale kolejna notka nie pojawi się w tym tygodniu.
Przez cały czas, od dodania poprzedniego rozdziału, nie udało mi się napisać dosłownie nic. W ogóle nie miałam czasu. Na cały zeszły i ten tydzien miałam tyle nawalone ze szkoły, że po prostu nie dałam rady. Od poniedziałku robię projekt na angielski, panoramę Londynu w formie skyline, co zajmuje dużo czasu i do tego jest bardzo pracochłonne. Od tego zależy moja ocena na koniec roku, więc nie mogłam tego olać. Do tego wszystkiego, w przyszłym tygodniu, muszę prowadzić lekcję z historii, i trzeba się przygotować. Jakby i tego było mało, to w sobote odrabiam drugiego maja i też muszę zapierdalać na lekcje. W sobote, czujecie to? -.-'
Wiem, co chcę umieścić w kolejnym rozdziale i nie mam ani jednego pomysłu jak go napisać, mimo wszystko mam nadzieję, że poczekacie jeszcze trochę. W weekend majowy na pewno bedę pisać.
Pozdrawiam!

niedziela, 14 kwietnia 2013

4. Nieprzewidziana Reakcja

12 komentarzy:
Nie mam pomysłu na dedykacje xD To może dla Natalii Rząsy, niech wie, że dotrzymałam słowa, może i na ostatnią chwilę, ale rozdział jest  < 3 Miłego czytania xx


***


- Roxie, otworzysz? – zapytała Sam, gdy w domu rozległ się dzwonek do drzwi, już któryś raz tego dnia. Pokiwałam głową na znak zgody, po czym podniosłam się z kanapy i ruszyłam w kierunku wejścia. Po drodze przystanęłam na chwilę przed lustrem, aby poprawić sobie fryzurę, na wypadek, gdyby przyszedł któryś z przystojnych kolegów Deana. Naciskając na klamkę, starałam się zmienić wyraz twarzy ze znudzonego na zadowolony, który po otworzeniu drzwi wrócił do swojej dawnej postaci. Na progu mieszkania stał mężczyzna, wyglądający na około pięćdziesiąt lat wraz ze swoją, jak przypuszczam, małżonka, za nimi dostrzegłam brązową czuprynę, jednak nie udało mi się zobaczyć twarzy owej osoby. Może to przez to, że ten mężczyzna był dużo wyższy niż ja i skutecznie zasłaniał mi całą przestrzeń.
- Dzień dobry – powiedziałam, uśmiechnęłam się sztucznie i otworzyłam szerzej drzwi, dając tym samym do zrozumienia, że goście mogą wejść do środka.
- Witam – odezwał się mężczyzna - Jesteśmy rodzicami Deana. Ja nazywam się Patrick , to moja piękna żona Doreen – rzekł wskazując na niską, blondwłosą kobietę. Witałam się z nimi uściskiem dłoni, jak przystało na wychowanego człowieka. – A to – odsunął się i wskazał na chłopaka mniej więcej w moim wieku. – jest nasz drugi syn i zarazem młodszy brat Deana, John.
Chłopak był trochę wyższy niż ja, miał krótkie, brązowe loki i niesamowicie czarne i głębokie oczy. Jego rysy twarzy były ostro zarysowane, a na brodzie można było dostrzec kilkudniowy zarost, brwi miał krzaczaste i układające się w taki sposób, że wyglądał na niegrzecznego chłopca, którym moim zdaniem był. Sama jego postawa i wygląd sprawiały, ze chciało się go bliżej poznać, w sumie można by określić go jednym zdaniem: ‘ John jest bardzo pociągający’, przeszło mi przez myśl. Kiedy Patrick wskazał na niego, wyciągnął do mnie rękę, którą przyjęłam i odwzajemniłam gest, przygryzając przy tym dolną wargę. Przez chwilę naszła mnie refleksja ile rzeczy dzieje się w tak krótkim czasie, bo tyle trwały moje przemyślenia, króciutką chwilkę, dosłownie ułamek sekundy w obliczu wieczności. 
- Jestem Roxanne, a Samanta to moja kuzynka. Tak się składa, że będę mieszkać u niej przez całe wakacje – uśmiechnęłam się i gestem dłoni wskazałam gościom, że mogą spokojnie wejść do środka. – Zapraszam.
Państwo Weaver weszli do przedpokoju i od razu skierowali się w stronę salonu, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że znają ten dom bardzo dobrze. Powlokłam się za nimi, wcześniej czekając, aż brat Deana wejdzie do mieszkania i zamykając drzwi. W salonie jak na komendę zrobiło się tłocznie i głośno, przez okrzyki powitania, pomyślałam, że może teraz nie będzie tak nudno, skoro pojawił się ktoś z mojego pokolenia. Oprócz mnie, narzeczonych, ich zakochanych przyjaciół i Johna wszyscy albo już dawno osiągnęli wiek średni (czytaj trzydzieści pięć lat) albo niewiele im do tego pozostało. Przez to, że Sam z Deanem zajmowali się gośćmi, a Eileen z Billem sobą, ja z utęsknieniem wyczekiwałam przyjścia moich nowych przyjaciół, którzy do tej pory nie raczyli się zjawić. Z westchnieniem odłożyłam trzymaną przeze mnie szklankę z drinkiem na blat stołu i udałam się w kierunku Johna, który wyglądał na tak samo znudzonego jak ja.
- Hej. Co tak sam tutaj siedzisz? – zapytałam i usiadłam obok niego.
- Wiesz, skoro mam do wyboru wysłuchiwanie jakichś idiotycznych wyzwisk na męża jednej z sześćdziesięcioletnich babć lub przebywanie w samotności i przyglądaniu się temu wszystkiemu z kpiącym uśmieszkiem, to raczej wybieram tą drugą opcję – powiedział i zaśmiał się, a ja zawtórowałam mu, gdy minął pierwszy szok po jego odpowiedzi. 
- No tak, w sumie racja – przyznałam. – Dean nigdy nie wspominał, że ma brata. Naprawdę – dodałam szybko, gdy ujrzałam jego wyraz twarzy. – więc byłam mile zaskoczona, gdy cię dzisiaj zobaczyłam. 
- Wiesz, to może dlatego, że my nie za bardzo się lubimy – stwierdził z obojętnością w głosie.
Zdziwiłam się trochę, bo zawsze byłam pewna, że De* utrzymuje ze swoją rodziną całkiem normalne kontakty. 
- Jak to? – zapytałam.
- Przez jeden incydent straciliśmy do siebie resztki zaufania i nasze kontakty ograniczyły się do takich właśnie spotkań rodzinnych. Jednak ze względu na rodziców próbujemy zachowywać się jak należy, przynajmniej przy nich, choć nie zawsze nam się to udaje, a większość naszych wspólnych znajomych wie, że nie jesteśmy ze sobą już tak blisko jak kiedyś i że lepiej nie zostawiać nas samych w jednym pomieszczeniu, bo wtedy moglibyśmy uszkodzić się nawzajem, czego nasza rodzinka unika jak ognia – wyjaśnił, wzruszając ramionami i upił łyk coli ze szklanki.
Zaskoczyła mnie obojętność i spokój w jego głosie. No bo jak można tak na luzie rozmawiać o tak nieprzyjemnej, wręcz okropnej rzeczy. Gdybym to ja pokłóciła się z Rose, a ona jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam, o nawet najbłahszą sprawę, na pewno nie potrafiłabym o tym tak otwarcie mówić. Prędzej zamknęłabym się w pokoju i przeklinała ten cały, niesprawiedliwy świat. Gdy minęło te kilka sekund, w których opanowywałam swoje zdziwienie powiedziałam:
- Przykro mi.
- Czy ja wiem, czy powinno być ci przykro. Było minęło, a czasu nie cofniesz – odpowiedział i dopił colę do końca. – No nic, idę się przejść wzdłuż ulicy, idziesz ze mną? – zapytał.
- Nie, nie, idź sam. Ja sobie tu posiedzę i poczekam – uśmiechnęłam się lekko i poklepałam ręką blat stolika.
- Jak chcesz, to na razie.
- Cześć…


***

NIALL’S PERSPECTIVE


- No ruszcie się chłopaki! Przyjęcie trwa już od dobrej godziny. Sam nas zabije, nie mówiąc już o Roxanne, przecież ona tam nikogo nie zna! No szybciej! – zawołałem wkurzony, a gdy nie doczekałem się odpowiedzi, opadłem zrezygnowany na kanapę.
Przypomniałem sobie o randce z Blondwłosą i przez chwilę zastanawiałem się, czy mogę to tak nazwać, w końcu znaliśmy się tylko jeden dzień, a ja nie dałem jej do zrozumienia, że jest na randce. Spotkanie towarzyskie też to nie było, a poza tym, pomyślałem, to brzmi tak dorośle. Uznałem to więc za zwykły spacer. Na mojej twarzy wykwitł uśmiech, gdy przypomniałem sobie o jej reakcji na London Eye, o jej zachwyconym wyrazie twarzy i pełnych wdzięczności oczach. Parsknąłem cicho na wspomnienie radości, która nie opuszczała Roxie jeszcze przez długi czas, po zrobieniu zdjęcia z figurą woskową Justina Biebera. Przez chwilę poczułem wielki napływ sympatii do dziewczyny, w końcu jest jedną z nielicznych osób w moim otoczeniu, która naprawdę docenia twórczość mojego przyjaciela i idola zarazem, a nie jego wygląd. Postanowiłem sobie, że kiedyś będę musiał to powtórzyć, aby jeszcze raz ujrzeć zachwyt na twarzy Roxie.
- O czym tak myślisz, hmm? – z rozmyślań wyrwał mnie głos jednego z czworga moich przyjaciół.
- O niczym ważnym – odpowiedziałem i wyciągnąłem mojego iPhone’a, by sprawdzić, którą mamy na osi. – Co oni tam jeszcze robią, powinniśmy być na przyjęciu godzinę temu. 
- Spokojnie. Zayn układa sobie włosy, a Harry szuka bluzki – powiedział Louis i wrzucił do ust kolejnego żelka.
- Idę do kuchni zrobić sobie kanapkę – wstałem i ruszyłem w kierunku drzwi. – Długo nic nie jadłem.
- I tak wiem, że myślałeś o Roxanne – usłyszałem skrzypnięcie kanapy i odgłos zamykanych drzwi.
No tak. Lou znał mnie zbyt dobrze i zazwyczaj wiedział o czym myślę. Większość moich tajemnic ma zapisane w małym palcu i zawsze potrafi rozpoznać w jakim nastroju, w danej chwili jestem. Odwróciłem się zaskoczony jego stwierdzeniem. Rozejrzałem się po salonie, jednak nigdzie nie zobaczyłem jego brązowej czupryny.  Pokiwałem głową, śmiejąc się głośno i wszedłem do kuchni, by zrobić sobie upragnioną kanapkę.


***


ROXANNE’S PERSPECTIVE


- Nienawidzę was – syknęłam, gdy Lou, Niall, Hazza, Zayn i Liam zjawili się pod frontowymi drzwiami mieszkania Sam. Warto wspomnieć, że z półtoragodzinnym spóźnieniem.
- Nie złość się, Blondi – rzucił wesoło Lou i uśmiechnął się szeroko. Przez chwilę miałam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy. – Nie wiesz, że złość piękności szkodzi? 
- Po pierwsze: nie jestem piękna ani nawet ładna, więc nie ucierpię za bardzo. Po drugie: przestań się szczerzyć, bo mam ochotę walnąć cię w łeb, a po trzecie: jak mam się do cholery jasnej nie wściekać?! Mieliście być prawie dwie godziny temu! Przez was  musiałam się męczyć i wysłuchiwać durnych opowiastek babci Deana, a do tego poznałam jego młodszego brata, który może i jest pociągający, ale ma straszny charakter! – wykrzyknęłam im w twarz.
Przez chwilę stali osłupiali czekając na mój kolejny wybuch, jednak złość na tych półgłówków już mi przeszła, ważne, że teraz byli ze mną. Oczywiście najbardziej spostrzegawczy Liam zauważył to od razu i szturchnął przyjaciół, na znak, że kolejnej awantury nie będzie.
- Za bardzo nas kochasz, żeby się na nas złościć. Rozumiemy to – Harry spojrzał na mnie z tym swoim głupim uśmieszkiem na ustach. – Ale teraz może wpuść nas do środka, w końcu od dobrych dziesięciu minut stoimy na ganku, a choć jest lipiec, mamy wyjątkowo chłodny wieczór, co gorsza, Niall pewnie zgłodniał.
Spojrzałam na blondyna, który kiwał ochoczo głową, trzymając się za brzuch i próbując przybrać zbolałą minę.
- Ugh! Macie szczęście, że jesteście jedynymi osobami, które znam z tej okolicy i chyba całego Londynu, nie licząc gości – prychnęłam i wpuściłam ich do środka. Przy okazji posłałam im wrogie spojrzenie. 
- Pojedź z nami na próbę to poznasz nowych, kocie – rzucił Zayn. Czy on nazwał mnie kotem? No tak, jakby nie patrzeć jestem tu nowa.
- Malik, ja rozumiem, że masz dziwne zachwiania względem nowo poznanych osób, ale nie musisz nazywać mnie kotem, jasne? – zapytałam.
- Yhym, mniejsza – wtrącił się Niall. – W każdym bądź razie poznasz mnóstwo nowych osób. Josh, na przykład, to nasz perkusista, jest jeszcze Dan i Sandy, gitarzyści i Jon, gra na klawiszach.
- Oczywiście nie z samymi muzykami się kumplujemy, ale w większości – powiedział Louis, który zdecydowanie za cicho się dziś zachowuje.
- A może jakieś dziewczyny tam macie, co? – zapytałam, krzyżując ręce i unosząc brwi w górę.
- Yyy… no wiesz Roxie… j-ja – jąkał się Zayn i uśmiechał się nerwowo, nie do końca rozumiałam dlaczego. – My nie wiedzieliśmy, że ty… no… masz trochę inne popędy seksualne niż zwykłe dziewczyny. 
- CO?! – wrzasnęłam. - NIE jestem homoseksualistką, idioci! 
- No skoro pytasz, czy znamy jakieś kobity to się nie dziw, Blondi – rzucił Zayn i schował ręce do kieszeni, jednocześnie wyprostował łokcie, co dało efekt temu, że jego ramiona uniosły się w górę. Jak on to robi, że jest taki spokojny w prawie każdej sytuacji. Dobrze, że jak sobie trochę popiję to zachowuje się jak na dwudziestolatka przystało.
- Mówiłam ci, żebyś nie nazywał mnie per Blondi, Czarnuchu – żachnęłam się. – A tak w ogóle to chodziło mi raczej o koleżankę, być może przyjaciółkę, a nie dziewczynę, bleh.
- No jasne – ucieszył się Louis. – Perrie**, dziewczyna z Little Mix jest naszą przyjaciółką i…
- Żartujesz?! – krzyknęłam mu przed twarzą. – Perrie Edwards jest WASZĄ PRZYJACIÓŁKĄ, ta Perrie Edwards?
- N-no tak, a co lubisz jej zespół? - zapytał Zayn.
- Lubisz to mało powiedziane! Poznacie mnie z nią? Proszę, proszę, proszę, proooszęęęę!
- Uspokój się kobieto! – wykrzyknął mulat i odsunął się do tyłu, gdy zaczęłam skakać mu przed oczami i uwieszać się na jego ramieniu. – Zapoznamy, tylko się uspokój.
- Dziękuję – pocałowałam go w policzek.
- Oprócz niej są też Danielle, Eleanor***, Amy – wyliczał Daddy, za każdym razem odchylając po jednym palcu i mrużąc śmiesznie oczy. – No i Izma, to znaczy Izabela, jest z Polski. 
- Straszna niezdara – dodał Lou.
- Uff już myślałam, że będę sama, no nic. Chodźcie, bo Samie niedługo ogłosi wszystkim, że jest w ciąży, ale się jaram! – wydusiłam piskliwie i ruszyłam w stronę salonu, intuicyjnie wyczułam, że chłopcy zgodnie ruszają za mną.
Kiedy weszliśmy do głównego pomieszczenia, zauważyłam, że wszyscy czekają tylko na nas. Chłopcy zgodnym ‘cześć’ powitali wszystkich zgromadzonych i zajęli wyznaczone przeze mnie miejsca. 
- Skoro już wszyscy są – zaczęła Samie. – to chcielibyśmy z Deanem coś ogłosić. Otóż podczas jednej z wizyt u lekarza dowiedziałam się, że jestem w ciąży – na wszystkich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy.
Ciocia Andy**** zakrztusiła się herbatą. 
- Który to tydzień? – zapytał ktoś spośród tłumu.
- Dwunasty – odpowiedział narzeczony kuzynki i objął ją mocniej w pasie.
Ciocia Andy siedziała z otwartą buzią i tępo wpatrywała się w brzuch Samanty.
- Będzie chłopiec, czy dziewczynka? – zaciekawił się, któryś z kuzynów Deana.
- Dziewczynka – Sam z dumą wypięła pierś. – I damy jej na imię April, po mojej babci.
Ciocia Andy zmieniła wyraz twarzy ze zdziwionego na niesamowicie wkurzony.
- No a kiedy przyjęcie dla dzidziusia? – zapytał Zayn, niestety nie zdążyłam go zatrzymać, mina matki Sam nie wróżyła nic dobrego.  
Ciocia Andy przybrała na twarzy kolor dorodnej piwonii.
- Je- jeszcze jest czas, Zayn – powiedziałam chcąc załagodzić sytuację. – Nie wiesz, że takie Baby Shower***** organizuje się góra miesiąc przed narodzinami dziecka. 
- No tak, nie pomy… - przerwał mu krzyk cioci Andy:
- Jak to jesteś w ciąży? Może jeszcze powiesz, że z nim! – wskazała na Deana. 
Samie zaniemówiła, ja i chłopcy też, z resztą pozostali również. 
- Oczywiście, że z NIM, mamo – wysyczała Sam siląc się na spokój i kładąc nacisk na słowo ‘nim’. – Dean jest moim narzeczonym, niby z kim innym miałabym mieć dziecko? – dodała i zauważyłam jak przygryza z wściekłości wargę.
- Ale jak do tego doszło? Czy ty nie rozumiesz, że on nie jest dla ciebie? – krzyczała ciotka, uparcie patrząc w oczy kuzynki. – Zrobił ci dziecko, a jak przyjdzie co do czego to cię zostawi! Samą, z dzieckiem, a ja ci wtedy nie pomogę, nawet na to nie licz! 
- Jak możesz tak mówić?! – wydarła się Sam i wszyscy zwrócili głowę w jej stronę. W oczach szkliły jej się łzy, ale nie płakała. – Kocham Deana i jestem pewna, że on kocha mnie. Nigdy mnie nie zostawi i ty dobrze o tym wiesz! Dlaczego tak ci to przeszkadza, w czym on ci zawinił? De jest ojcem mojego nienarodzonego dziecka, a ty jesteś moją matką, czyż nie? Powinnaś to zaakceptować do cholery jasnej!
- Mogę pani przysiąc, że kocham pani córkę jak żadną inną kobietę i tak samo kocham moje, nasze dziecko i nigdy nie przestanę, a tym bardziej ich nie zostawię – wtrącił Dean z poważną mina. Spoglądał na matkę Sam z dziwnym zrozumieniem.
- A co ty w ogóle wiesz o miłości?
- Wiem to, co pani wiedziała w moim wieku – De wciąż wpatrywał się w oczy mojej cioci, a ta stała oniemiała.
Po tej krótkiej ripoście w pokoju zaległa grobowa cisza, słyszałam ciche tykanie zegarka. Wszyscy zerkali to na chłopaka to na Andy, a widać było, że ciocia jakby się zmieszała, po chwili znów zwróciła się do Sam ze srogim wyrazem twarzy: 
- On jest nikim! – wykrzyknęła. Przesadziłaś, pomyślałam.
- Andy! Nie obrażaj mojego syna! – gdzieś z tłumu dobiegł nas wszystkich głos pani Weaver.
- Nienawidzę cię! – syknęła kuzynka, wpatrując się w oczy swojej matki ze łzami w swoich. – Odkąd umarł ojciec widzisz tylko czubek własnego nosa, nie obchodzi cię nikt i nic poza tobą! Jesteś chora! To się leczy, mamo! – wykrzyknęła i wybiegła z mieszkania. Usłyszałam tylko głośny szloch i już jej nie było.
- Nie! – wykrzyknęłam, gdy zauważyłam, że narzeczony kuzynki zrywa się do biegu. 
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie, normalnie zrobiłabym się czerwona na twarzy i spuściła głowę, jak zwykle w takich sytuacjach, jednak byłam teraz tak zdeterminowana, że nawet nie myślałam o oczach wpatrujących się we mnie. – Nie, Dean. Ja pójdę, ty zostań. – ruszyłam w kierunku drzwi. W ostatniej chwili Zayn złapał mnie za rękę.
- Weź to i idźcie do nas. A teraz leć. – powiedział i podał mi klucze od ich mieszkania.
Posłałam mu spojrzenie pełne wdzięczności i wybiegłam na dwór w poszukiwaniu kuzynki. Jak na złość nigdzie nie mogłam jej znaleźć, szukałam dosłownie wszędzie. W parku naprzeciwko domu, w kawiarni na końcu ulicy, nawet chodziłam po sąsiednich domach. Mając jeszcze resztki nadziei, ruszyłam na boisko do koszykówki, które usytuowane było  kawałek za domkiem Sam.
Ku mojej uldze, Samanta siedziała skulona pod  jednym z dwóch koszów, dzięki Bogu, że nikogo o tej porze tu nie było. Podeszłam do niej, a wtedy zobaczyłam, że kuzynka cały czas płacze, była cała brudna, tusz do rzęs wyrzeźbił na jej policzkach czarne strużki, a z jej kolana sączyła się krew. 



***

*De to zdrobnienie od imienia Dean. 
**Perrie w moim opowiadaniu NIE jest dziewczyną Zayna. 
*** Danielle i Eleanor również NIE są dziewczynami chłopaków ( nie żebym coś miała do którejkolwiek z nich, wręcz przeciwnie, bardzo je lubię)
****Ciocia Andy to matka Sam i ciotka Roxie zarazem (nie wiem, czy wcześniej wspominałam o niej) 
***** Baby Shower to przyjęcie na cześć dziecka. Przyszła mama ma obowiązek je zorganizować przed narodzinami dziecka. Zaprasza na nie same kobiety, ciotki, babcie, przyjaciółki. Każda z przybyłych kupuje coś dla dzidziusia na przykład śpioszki, zabawki i akcesoria. 



***

No to mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podobał, bo troszkę się z nim namęczyłam, a i tak uważam, że nie wyszedł mi najlepiej. 
Rozdział Piąty postaram się dodać, zanim pomysł wyparuje mi z głowy. 
Mam jeszcze małą prośbę, a mianowicie jeśli czytasz mojego bloga - skomentuj. Dla Was to dosłownie chwilka, a kiedy ja czytam Wasze komentarze, na moim ryjcu pojawia się wielki smile. Chciałabym wiedzieć co sądzicie o mojej historii. 
Pozdrawiam ~ Troublemaker ~ !

sobota, 30 marca 2013

3. Wspomnienie Jamesa

12 komentarzy:
Z góry przepraszam za dopisy autorki (dop. Aut.) w jednym z dialogów. Uznałam, że tak będzie łatwiej  czytać tłumaczenie.  
Ze specjalną dedykacją dla mojego młodszego brata, za to, że tak wytrwale czekał, aż oddam mu komputer.

*

 Kilka dni później nadal pamiętałam każdy szczegół wieczoru spędzonego z Niallem. Zaraz po wycieczce na London Eye, chłopak zabrał mnie do Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds, gdzie na zwiedzaniu zleciały nam prawie dwie godziny. Były tam kopie aktorów, piosenkarzy, prezydentów, Rodziny Królewskiej, a nawet sportowców. Udało mi się ‘spotkać’ klony światowych gwiazd na przykład Leonarda DiCaprio, który zalicza się do grona moich ulubionych aktorów, a także Kate Winslet, Roberta Pattinsona i Taylora Lautnera. Na jednym z pięter postawiono nawet figurki Baracka Obamy i Davida Camerona, premiera Wielkiej Brytanii. Jednak najlepszą figurką, którą udało mi się zobaczyć był Justin Bieber, uwierzycie, że zrobiłam sobie z nią fotkę? To prawie tak samo, jakbym stała obok żywego Biebsa, no może trochę młodszego Biebsa. Zaraz po Muzeum pojechaliśmy do Soho, gdzie odwiedziliśmy sklep M&M's World, w którym pachniało pyszną czekoladą.Wszystko było tam kolorowe, a budynek miał chyba ze trzy piętra. Następnie spacerowaliśmy sobie po centrum miasta, cały czas rozmawiając, na przeróżne tematy, które nam się nie kończyły. Po jakimś czasie oboje zgłodnieliśmy, więc Niall zaprowadził mnie do jego ulubionej restauracji. Muszę przyznać, że w Nando’s mają naprawdę świetne żarcie. Do domu wróciłam chyba około pierwszej w nocy, nie obyło się bez kazania Sam. Tego samego wieczoru poznałam też pozostałą dwójkę przyjaciół Blondyna: Liama – miłego i chyba najbardziej normalnego z całej piątki i Zayna – bruneta z ‘chińską’ fryzurą i nonszalanckim uśmiechem na ustach.
Dzisiaj miało się odbyć przyjecie z okazji zaręczyn, więc  już od rana (czytaj od dziesiątej)po ubraniu się i umalowaniu pomagałam kuzynce w pracach domowych. Do pomocy przyszła do nas przyjaciółka Sam – Eileen, ze swoim chłopakiem Billem. Gdy już większość domu została wysprzątana zabrałyśmy się za gotowanie, a mężczyźni (jeśli można ich tak nazwać) pożyczali dodatkowe krzesła od sąsiadów. Stojąc przy garnkach, co jakiś czas zerkałam na Samantę, która była jakoś dziwnie zestresowana, co powoli doprowadzało mnie do białej gorączki.
- No uspokój się wreszcie, Sam! – wybuchnęłam, kiedy moja cierpliwość się wykorzystała.
Kuzynka spojrzała na mnie z rządzą mordu w jej fiołkowych oczach, aż się przeraziłam, ale zaraz po tym zaczęła ryczeć. Podbiegłam do niej, a wraz ze mną Eileen, w duchu przeklinałam się za mój niekontrolowany napad złości.
- Cśśś… no nie płacz, nie chciałam cię w jakikolwiek sposób urazić.
-A-ale to nie prze-ez ciebie – odpowiedziała przez duszące ją łzy. – J-ja po prostu boję się, jak w-wszyscy przy-yjmą nową wia-wiadomość.
- Jaką wiadomość? Nie wspominałaś mi o niczym – powiedziała łagodnie przyjaciółka kuzynki, ale widać było, że jest trochę zła.
- No bo… no ja-a ten.. jajztmcży – ostatnie słowa wypowiedziała tak szybko i cicho, że choć stałam obok niej, nie zrozumiałam nic.
- Możesz powtórzyć? – zapytałam.
- Cholera no! Jestem w ciąży! C.I.Ą.Ż.Y!
Stałam jak wryta, powoli analizując wypowiedziane przez nią słowa. Jak to się stało, że ta odpowiedzialna i ambitna dziewczyna pozwoliła sobie na taki ‘skok w bok’ i zaszła w ciążę?! Och jak ciocia Andy się o tym dowie to będzie masakra, a Dean niech się w ogóle w domu nie pojawia. Już wystarczy, że i bez tego za sobą nie przepadają. Moja kuzynka jest w ciąży! SAM jest w CIĄŻY! Chociaż, Samie ma już dwadzieścia dwa lata, nie jest już rozkapryszoną i buntowniczą nastolatką, tylko kobietą z narzeczonym, własnym domem i psem! To właśnie teraz jest czas na ten krok, a ja w końcu zostałam ciocią! Kiedy ta wiadomość dotarła do moich zużytych komórek mózgowych i  spotkała się z moją aprobatą zaczęłam krzyczeć ze szczęścia.
- To cudownie, będę ciocią! – wrzasnęłam i najmocniej jak potrafiłam uściskałam kuzynkę.
- Ale to nie wszystko! – rzekła dziewczyna, po uspokojeniu się i uwolnieniu z uścisków El. – Razem z Deanem chcielibyśmy, żebyś została matką chrzestną April – dodała chwytając swojego narzeczonego za rękę, gdy ten niespodziewanie pojawił się w kuchni i stanął obok kuzynki. 
Z moich oczu zaczęły lecieć łzy szczęścia i trochę też niedowierzania.
- J-ja? Poważnie? – zapytałam oniemiała.
- A któżby inny? – odparł pytaniem na pytanie Dean.
- Tak, oczywiście, że zostanę jej chrzestną! Och, dziękuję! Jestem taka szczęśliwa, że idę w tej oto chwili wykrzyczeć to całemu światu! – krzyknęłam jeszcze na odchodnym i czym prędzej wybiegłam z domu.
Rozglądałam się na wszystkie strony, nie do końca wiedząc gdzie iść, bo chociaż spędziłam w Londynie już trochę czasu, to jedynym miejscem, gdzie mogłam pójść bez obaw, że się zgubię był dom Nialla. No tak, Niall! Pobiegłam szybko pod furtkę kolegi i z ulgą stwierdziłam, że jest otwarta. Wbiegłam na ganek domu i zaczęłam mocno pukać do drzwi, trzaskać kołatką i dzwonić dzwonkiem. Z mieszkania dało się słyszeć niemiły pomruk ‘kogo tu znowu niesie’ , ale już po chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich blondwłosy chłopak. Bez zastanowienie rzuciłam się na jego szyję i zaczęłam płakać mu w ramię, a on miał bliskie spotkanie z podłogą przez to niespodziewane uderzenie.
- C-co się stało? – zapytał lekko zdezorientowany po podniesieniu się z parkietu. 
- Będę chrzestną, czujesz to?! Samie jest w ciąży! – krzyknęłam i ucałowałam chłopaka w oba policzki.
-Ach, więc to jest ta wiadomość, którą twoja kuzynka miała ogłosić na przyjęciu? - zapytał Louis, gdy znalazł się obok nas.
Pokiwałam ochoczo głową i już po chwili cała piątka znalazła się w salonie, a ja opowiedziałam im wszystko z dokładnymi szczegółami.
- Hej, to wy też będziecie wieczorem? – zapytałam po skończonym opowiadaniu.
- Èvidemment (z fran. Oczywiście – dop. Aut.) – odpowiedział Zayn.
- C’est très cool.  À la prochaine fois sur place (z fran. To bardzo fajnie. Do zobaczenia na miejscu – dop. Aut.)
- Mówisz po francusku? – dorzucił Harry.
- Owszem. Mówię po francusku, bo po prostu lubię ten język, po irlandzku, bo w końcu stamtąd pochodzę, po niemiecku, bo uczyłam się w szkole i po hiszpańsku, bo mam tam rodzinę, do której jeżdżę w prawie każde wakacje.
- Dobrze, w takim razie sprawdźmy – wyszczerzył się Lokers i powiedział: - Verstehst du, was Ich spreche? (z niem. Rozumiesz co mówię? – dop. Aut.)
- Ja, Ich versteche, was du sprechst (z niem. Tak, rozumiem co mówisz – dop. Aut.). Ktoś jeszcze chce sprawdzić?
- Oo tak, tak! Ciekawe jak mówisz po Hiszpańsku! – krzyknął Liam i przysunął sobie krzesło, by usiąść naprzeciw mnie. A do tej pory uważałam go za normalnego. – Qué piensa usted acera de Niall? (z hiszp. Co myślisz o Niallu? – dop. Aut.)
- Hej! Czemu pytasz o mnie? – żachnął się blondyni posłał Payne'owi zabójcze spojrzenie.
- Es un buen tipo y un compañero fantàstico (z hiszp. To miły chłopak i fantastyczny kolega – dop. Aut.). – odpowiedziałam, ignorując Horana.
- Sólo compañero? (z hiszp. Tylko kolega?- dop. Aut.)
- Liam. Sólo conocemos una semana. Piensa un poco (z hiszp. Znamy się dopiero tydzień. Pomyśl trochę. – dop. Aut.)
- No es bueno. (z hiszp. No dobrze – dop. Aut.)
- Jeszcze ktoś ma jakieś wątpliwości, czy mogę w spokoju wrócić do domu.
- Nie tak prędko, jeszcze irlandzki – zatrzymał mnie Niall, a ja spojrzałam na niego z wyrzutem. Chcę wracać do domu, czy tak trudno to zrozumieć?
- Pomyśl. Jestem Irlandką z krwi i kości, mieszkam w Dublinie od urodzenia i miałabym nie znać mojego ojczystego języka?
- Mimo wszystko sprawdźmy.
- Och dalej, Wole mieć to już za sobą.
- Sasta a bheidh tu urraithe ag? (z irl. Cieszysz się, że będziesz chrzestną? – dop. Aut.)
- Fiu a iarraidh? Ar ndóigh, ta se! (z irl. Jeszcze pytasz? Oczywiście, że tak! – dop. Aut.)
- Wow! Pierwszy raz poznałem kogoś tak utalentowanego. Wyjdziesz za mnie? – zapytał Zayn, a ja nie mogąc dłużej wytrzymać wybuchnęłam śmiechem.
- Wcale nie jestem utalentowana, znam tylko kilka języków.
- Żartujesz sobie? Ja ledwo znam poprawną angielszczyznę – rzucił Lou. – A ty znasz cztery języki, nie licząc angielskiego. Gdzieś ty była całe moje życie?
Uśmiechnęłam się serdecznie, choć przyznam, że sytuacja, kiedy Malik ukląkł przede mną i wręczał mi swoje lusterko kieszonkowe, była nieco… dziwna.
- Dobra chłopaki. Fajnie się gadało, ale naprawdę muszę spadać. Ciao! – krzyknęłam i powoli ruszyłam do domu, gdzie czekała na mnie miła niespodzianka. Przyjechał mój brat z którym nie widziałam się ponad rok i za którym strasznie się stęskniłam.
- James! – krzyknęłam, gdy tylko zagrodził mi wejście do domu.  W jednej chwili rzuciłam mu się na szyję i kolejny raz tego dnia się popłakałam. Po dziesięciu minutach siedzieliśmy już w salonie opowiadając sobie o zdarzeniach z czasu rozłąki.
- A co słychać w Cardiff? – zapytałam.
- Wiesz, jakoś leci. Studiuję, a w soboty pracuję w pubie, w wolnym czasie chodzę na Grand Prix no i tak ogólnie to mam dziewczynę – powiedział, a na ustach wykwitł mu jego specjalny uśmieszek.
- To mów, jak się poznaliście? - ożywiłam się i wpatrzyłam w brata.
- Oj siostra, musisz wszystko wiedzieć, nie? – zapytał, a gdy ochoczo kiwnęłam głową, uniósł ręce w geście kapitulacji i zaczął: - Ma na imię Lily, poznaliśmy się ponad pół roku temu..
- I nic mi nie napisałeś, ani nie zadzwoniłeś?  - rzuciłam oburzona i wydęłam usta, a James, nie zrażony tym, że mu przerwałam, kontynuował:
- … na meczu speedway’a. Tego dnia na dworze było dość pochmurno, więc na wszelki wypadek wziąłem ze sobą kurtkę. Lily siedziała w ławce obok i muszę się przyznać, że od razu wpadła mi w oko, w końcu mam słabość do rudzielców.
- Jest ruda? – wtrąciłam znowu, lecz widząc karcące spojrzenie brata, zacisnęłam usta w szparkę, przejeżdżając po nich palcem i udając, że je zakluczam, co wywołało salwę śmiechu wśród rodziny. 
- Tak, Roxie, jest ruda. Kontynuując. Jak przewidziałem już po trzech biegach zaczął siąpić deszcz, a że dziewczyna nie miała ze sobą nic, czym mogłaby się okryć, zaoferowałem jej swoją kurtkę. Na początku nie chciała jej przyjąć, tłumacząc się, że wytrzyma, ale ja bez zbędnych ceregieli, narzuciłem jej nakrycie na ramiona. Pomimo deszczu, mecz nie został przerwany, więc mieliśmy dużo czasu, żeby się poznać. Naprawdę dużo nas łączy. Lubimy speedway, imprezy, oboje studiujemy, a co najdziwniejsze na tej samej uczelni, choć nigdy jej tam nie widziałem. Lily, podobnie jak ja, lubi czytać książki, a szczególnie o tematyce fantastycznej, no wiesz, Harry Potter i te sprawy – przerwał i zaśmiał się, a ja zawtórowałam mu. – Pod koniec meczu wymieniliśmy się numerami i przez kilka dni dużo ze sobą pisaliśmy. W końcu postanowiłem zaprosić ją na randkę i…
- I co? Zgodziła się?
- Nie, Roxie, nie zgodziła się – powiedział i zrobił pauzę. – Okazało się, że ma chłopaka, którego kocha i są ze sobą już od jakiegoś czasu. W tamtej chwili poczułem małe ukłucie w sercu, nie do końca zdając sobie sprawę co to oznacza. Tak, siostrzyczko, zakochałem się i to cholernie się zakochałem. – dodał, gdy zobaczył moją minę, która oznaczać mogła tylko to, że ‘mój brat się zauroczył’. – W takiej sytuacji poprosiłem ją o zwykłe spotkanie, bo przecież mogliśmy zostać przyjaciółmi, nie? I tak spotykaliśmy się przez około miesiąc i muszę przyznać, że to wyjątkowe uczucie, które pojawiało się zawsze, gdy tylko Lily znajdowała się w zasięgu mojego wzroku, nie osłabiło się ani na chwilę. Dziewiętnastego listopada, gdy szedłem do jednej z klas wykładowych, zauważyłem Lilusie jak…
- Lilusie? Awww jak suuodko – szepnęłam, ściskając mocniej kubek z parującą herbatą.
- Liluś, to zdrobnienie. Wracając, zauważyłem Lily jak klęczy na podłodze i zbiera książki, wspominałem, że jest niezdarą? – zapytał, mrużąc oczy, a kiedy kiwnęłam przecząco głowa kontynuował: - Podszedłem do dziewczyny i kucnąłem przy niej, posyłając jej mój uwodzicielski uśmiech.  Pomogłem jej pozbierać książki, a kiedy wszystkie zebraliśmy i Lily wstała, zauważyłem, że płacze, wystraszony zapytałem czy…


- Stało się coś? – zapytał James, patrząc z czułością na rudowłosą osóbkę. Zawsze, kiedy ją widział jego wnętrzności tańczyły szaleńczą sambę, a on miał ochotę przytulić ją i nigdy nie puszczać. – Lily, wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko – odparł, ale znów nie doczekał się odpowiedzi. Chwycił dziewczynę za rękę i zaprowadził do jednej z pustych klas, w której mogli spokojnie porozmawiać. – Czy… czy chodzi o Matthew?
Ku przerażeniu chłopaka, Carell zaczęła jeszcze bardziej płakać i wtuliła się w jego pierś, mocząc przy tym granatową koszulę w kratę. Niewiele myśląc James przycisnął Lily jeszcze bardziej do siebie, sprawiając tym samym, że dziewczyna poczuła się bezpieczna, nawet bezpieczniejsza niż w ramionach jej chłopaka, a raczej byłego chłopaka. Jej ciałem wstrząsnęła kolejna fala płaczu, gdy kolejny raz przed oczami stanął jej obraz wczorajszego wieczoru. Zdradził ją, bo myślał, że ona też go zdradziła. Nie porozmawiał z nią o tym, nawet nie myślał o jakiejkolwiek rozmowie na ten temat. Skoro uznał, że oddała się komuś innemu, powinien to rozwiązać inaczej. Ale Matthew woli inne sposoby, woli odpłacić się tym samym, nawet jeśli mija się to z prawdą. Nie dość, że ją zdradził i zostawił, to jeszcze zmieszał ją z błotem, wmawiał wszystkim znajomym, że jest dziwką, że puszcza się z każdym kto ją o to poprosi. Ale Lily taka nie jest, jeśli kocha, to z całego serca, całą sobą, całym ciałem i duszą. Nie obchodzą jej inni faceci, ma gdzieś ich zaczepki i podrywy, bo widzi tylko tego jedynego, tego, którego kocha. I tak samo kochała Matthew, a może nadal kocha, może jej nie zdradził, może miała halucynacji przez nadmiar pracy? Nie, pomyślała, to koniec, to nie były halucynacje, on ją zdradził, pobawił się i wyrzucił, jak zużytą, zepsutą zabawkę. Na szczęście ma jeszcze najlepszego przyjaciela, odkąd się poznali, spędzają ze sobą prawie każdą wolną chwilę.
James tulił do siebie Lily, zataczając okrągłe ruchy ręką, po jej plecach i wdychając słodki zapach jej perfum. Ile by dał, żeby mogła być jego, ba ile by dał za jeden, króciutki pocałunek. Oddałby wszystko, by móc spędzać z nią każdy dzień i każdą noc, rzuciłby pracę i studia, byleby tylko przy niej być, czuć jej dotyk i zapach wanilii. Kochał ją, kochał jak żadną inną dziewczynę i dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Więc dlaczego nie mogli być razem, czemu nie mógł zasypiać i budzić się przy niej, patrzeć na jej radosny uśmiech, którym go obdarzała, ilekroć zrobił lub powiedział coś głupiego, dlaczego nie mógł patrzeć na jej zaróżowione policzki, które robiły się jeszcze bardziej czerwone, gdy była zawstydzona,dlaczego nie mógł wpatrywać się w jej szmaragdowo-zielone oczy, w których się zatracał, za każdym razem, kiedy tylko na niego spojrzała. Powód był jeden. Matthew. Chłopak, którego nienawidził szczerze i z całego serca. Za każdym razem, gdy go widział miał ochotę mu przywalić, tak, że już nigdy nie dałby rady się podnieść. Miał przy sobie wspaniałą dziewczynę, a cały czas wodził wzrokiem za innymi, mimo że Lily stała tuż koło niego. Och ile razy Lily wypłakiwała się w jego ramię, narzekając na zachowanie Matta, ile razy nie mogła się z nim spotkać, ze względu na jej chłopaka.
- Powiesz mi co się stało? – zachęcił dziewczynę, która po głośnym westchnięciu i zaczerpnięciu powietrza, opowiedziała mu wszystko z dokładnymi szczegółami. I nagle odżyła w nim nadzieja na ich wspólną przyszłość, już widział ich przed ołtarzem, wyznających sobie dozgonną miłość i wierność, widział gromadkę dzieci, biegających po małym domku na przedmieściach Cardiff, widział ich jako staruszków, siedzących na dwóch bujanych fotelach i obserwujących swoje kilkunastoletnie wnuki, które przyszły w odwiedziny. I BUM! Prysł czar chwili, bo zdał sobie sprawę, że nie może wykorzystywać jej obecnej sytuacji, rozstała się z chłopakiem, którego kochała, jest załamana i nie wie co ma zrobić, opowiedziała mu wszystko, by dać upust emocji, bo jest jej przyjacielem i jej wysłuchał. Tylko przyjacielem. I znowu powróciła szara rzeczywistość, oni nigdy nie będą razem, James nigdy nie poczuje jej słodkich warg na swoich, nie pogładzi jej rudych włosów podczas pocałunku, nigdy nie dotknie jej w ten inny, bardziej intymny sposób.
- Ja zawsze będę przy tobie, rozumiesz? – zapytał James, gdy skończyła opowiadać i z roztargnieniem wycierała swoje zapłakane oczy. – Zawsze cię wysłucham, nawet jeśli na mnie nakrzyczysz, zostanę, chociażbyś krzyknęła mi prosto w twarz, że mnie nienawidzisz i chcesz, żebym odszedł, a czasem na ciebie nakrzyczę, żebyś zrozumiała, że jest jeszcze ktoś, kto cię kocha i ktoś, kto zawsze będzie przy tobie, rozumiesz?
Lily pokiwała głową ze zrozumieniem i po cichu wypuściła powietrze z ust, nie wiedząc, kiedy tak naprawdę je wstrzymała. Wtuliła się ponownie w tors Jamesa i wsłuchiwała się w miarowe bicie jego serca. Była mu wdzięczna, że z nią był, jest i miała nadzieję, że już zawsze będzie. A przecież znali się zaledwie dwa miesiące, mimo tego połączyła ich niezwykła więź. Carell zdawała sobie sprawę z tego, że Wild, tak naprawdę, chciałby czegoś więcej niż tylko przyjaźni i gdyby miała przyznać się sama przed sobą, ona pragnęła tego samego. Chciała zatracić się w jego pocałunku, spojrzeniu i dotyku, choćby najdelikatniejszym. Kochała Jamesa i uświadomiła sobie o tym dopiero teraz, kiedy została zraniona, a co on na to powie? Że tak naprawdę ona go nie kocha? Że wmawia to sobie, bo została sama? Że chce sobie nim zapełnić pustkę w sercu? Nie chciała i nie mogła zdradzić mu swoich uczuć, bo wtedy mogłaby stracić swojego przyjaciela, a nie przeżyłaby kolejnego odtrącenia.
- Nigdy cię nie znienawidzę, przecież wiesz – odpowiedziała, uśmiechając się lekko i ocierając ślady po czarnym tuszu ze swoich policzków.
- Wiem, Lily, wiem. Ale ostrożności nigdy dosyć – zachichotał cicho, wpatrując się w jej twarz, która teraz nabrała kolorów.
Spojrzał w jej intensywne zielone oczy i kolejny raz tego dnia poczuł ukłucie w sercu, tak niewiele brakuje, stoją tutaj sami, bez żadnych świadków, teraz ma szansę, musi to zrobić, musi chociaż ten jeden jedyny raz złożyć na jej ustach pocałunek. Potem może odejść i już nigdy nie wrócić, może zniknąć z jej życia już na zawsze, ale zrobi to będąc szczęśliwym, bo spełni się jego największe marzenie. Marzenia są cudowne i uszczęśliwiają. Niewiele myśląc przejechał palcem wskazującym po jej rumianym, gładkim policzku, poczuł jak prąd przeszywa jego ciało od czubka głowy po palce u stóp. A Lily nie protestuje, nie strąciła jego ręki, nie zrobiła nic, tylko wpatrzyła się w jego oczy z równą intensywnością. I wtedy zobaczył to w jej oczach, wesołe iskierki, które mogły świadczyć tylko o jednym, a James nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, tyle razy marzył o tej chwili, tyle raz ją sobie wyobrażał, w romantycznej atmosferze, w blasku świec, a tymczasem stoi w jakiejś sali wykładowej z dwoma oknami, rzędem ławek i szeroką tablicą.
- Posłuchaj mnie, Lily i błagam cię nie przerywaj mi, dobrze? – zapytał, wpatrzony w jej szmaragdowe oczy, a kiedy otrzymał nieme potwierdzenie kontynuował: - Kocham cię, kocham cię Lily Carell jak żadną inną kobietę na tej planecie, kocham cię od chwili, gdy spotkaliśmy się na stadionie, kocham cię i teraz wiem, że ty czujesz to samo, widzę to w twoich oczach. Chcę czuć zapach twoich perfum, zasypiać przy tobie każdej nocy i budzić się każdego dnia, chcę dziękować Bogu, że dał mi taki skarb jakim jesteś ty, rozumiesz? Ja wiem, zerwałaś z Matthew, kochałaś go i wiem, że trudno jest o tym zapomnieć, ale zrozum, Matt to debil, nie zasługiwał na ciebie, nie był ciebie wart. A ja kocham cię od zawsze i kochałem nawet wtedy, gdy się nie znaliśmy, bo ciągle wierzyłem, że gdzieś tam w świecie jest moja Lily Carell, która kocha mnie tak samo, jak ja ją. Błagam cię, daj nam szansę, pozwól nam spróbować. Kocham cię – powiedział James, czując jak palą go policzki.
Tak długo dusił w sobie to uczucie, które próbowało wyrwać się z jego piersi, za każdym razem, gdy tylko pomyślał o ukochanej. Teraz mieli szanse, mogli być razem, nie zważając na konsekwencje.
Lily wpatrywała się w oczy ukochanego, czując jak po jej ciele rozpływa się przyjemne ciepło. Kochała go, kochała Jamesa Wilda i teraz była tego pewna. A Matthew? Kto to w ogóle jest ten Matthew? Teraz był tylko James, jej James.
- Kocham cię – wyszeptała nienaturalnie cicho. – Kocham cię i już zawsze będę.
Nie zważając już na nic, uniosła się na palcach i złożyła na ustach chłopaka nieśmiały pocałunek, nie do końca pewna, czy James tego chce. Miliony, miliardy małych motylków wzbiło się w powietrze, wywijając salta w jej żołądku, gdy brunet odwzajemnił gest i napierając swoim językiem na jej wargi, otworzył je lekko. Lily, jakby w geście zaproszenia, rozchyliła je bardziej, a przyjemne mrowienie w dole kręgosłupa pojawiło się, gdy James dotknął językiem jej podniebienia. Niechętnie odsunęli się od siebie, wciąż wpatrzeni w swoje oczy, Rudowłosa oblizała swoje usta i przygryzła dolną wargę. Szczęście wypełniło ich ciała po same uszy, a na twarze wypełzł uśmiech, który mogłaby pozazdrościć im niejedna dziewczyna i niejeden chłopak. A co było ważne? Że się kochają. Że chcą opiekować się sobą nawzajem i wspólnie spełniać swoje marzenia. Że są razem tu i teraz, i że będą, aż po kres swoich dni.


- I od tamtej pory jesteśmy razem – zakończył James, zakładając ręce za głowę.
- Awwww. Jakie to romantyczne, nie wiedziałam, że potrafisz taki być – powiedziałam, wyciągając chusteczkę i wycierając łzę z kącika oka.
- Teraz ty mów co u ciebie.
- No więc, poznałam piątkę przyjaciół, grają w zespole. Pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, wyszłam na spacer do parku, gdzie spotkałam Nialla, który pomógł mi wrócić do domu, bo się zgubiłam. Niedługo potem poznałam Louisa i Harry’ego. Następnego dnia umówiłam się z Niallem na spacer po Londynie, żeby poznać okolice. Byliśmy na London Eye, promenadzie, w Nando’s i w Muzeum Madame Tussauds. Zrobiłam sobie fotkę z Justinem Bieberem, dasz wiarę? – przerwałam, bo moja wypowiedź wywołała salwę śmiechu wśród zgromadzonych, - A dzisiaj, nie dość, że zostałam ciocią i chrzestną jednocześnie, że odwiedził mnie mój ukochany braciszek, że urządziłam sobie pogawędkę w czterech językach, to do tego Zayn mi się oświadczył, a Lou zapytał ‘gdzie byłam całe jego życie’. A to wszystko dlatego, że znam cztery języki. Nigdy w życiu, nie przeżyłam dziwniejszego i zarazem bardziej niesamowitego dnia.
- Oj siostra, strasznie się za tobą stęskniłem – powiedział James, jednocześnie mnie przytulając.
- Mam nadzieję, że tym razem zostaniesz na dłużej – rzekłam do niego, po czym uśmiechnęłam się, w mój rozbrajający sposób i dodałam: - I przedstawisz mi twoją wybrankę serca.
- Nie ma sprawy. Wydoroślałaś strasznie przez ten rok.
- Och nie przesadzaj! – żachnęłam się. – Wcale nie chcę być dorosła. I want to be forever young – jak to mawia Alphaville*
- Nie wiem, czy kiedyś ci to mówiłem, ale kocham cię, siostra.
- Ja ciebie też, bracie.
Powoli zaczęli schodzić się goście, więc razem wyszliśmy do przedpokoju, by wspólnie witać przybyłych.




*
*Alphaville - zespół, który jest oryginalnym wykonawcą piosenki 'Forever Young', którą 1D coverowało w i po X-Factorze.

Mam nadziejż, że 'Wspomnienie Jamesa' się podobało. Szczerze mówiąc to ta notka powinna być o wiele krótsza, ale naszła mnie wena i pozmieniałam niektóre momenty, w większości dodałam coś nowego. Dzięki temu, ta notka, jest najdłuższą, jaką kiedykolwiek udało mi się napisać (8 stron w Wordzie). Przepraszam za błędy, których starałam się unikać. Nie dość, że klawęcja mi nawala, to jeszcze Word nie podkreślał mi błędów, przez to musiałam czytać wszystko dwa razy, zanim opublikowałam. 
Liczę na komentarze c: 
Pozdrawiam, ~ Troublemaker ~ < 3!